Yank Shippers żegna przyjaciela

Zmarł Maciek Gagatko
Wieści Kamil Piotrowski 4 grudnia 2020
Maciek Gagatko Fot. press
Nie wiem dlaczego, bo rzadko mam czas wracać do starych nagrań, ale w ubiegłym tygodniu wpadły mi w ręce płyty, nieistniejącej już, bieszczadzkiej formacji Yank Shippers. I tak się nad nimi zadumałem, muzyki posłuchałem, wspomnień czar ze spotkań z chłopakami dopadł mnie natychmiast. I śp. Piotrka Sidora wspomniałem... A tu dziś dotarła kolejna smutna wiadomość.

Dziś, Bongos przekazał mi wiadomość, że po długiej chorobie, zmarł wczoraj Maciek Gagatko. Tak żegnają go koledzy z zespołu:

„Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą…”

W dniu 3.12.2020 odszedł na Wieczną Wachtę nasz nieodżałowany kolega, żeglarski Brat, członek zespołu Yank Shippers i jego współzałożyciel – Maciej Gagatko. Był wspaniałym, szczerym, pogodnym i towarzyskim człowiekiem. Śpieszył z pomocą  i nie żałował bezinteresownego wysiłku. Jego wielką pasją była muzyka szantowa, która dawała mu wiele radości przez kilkanaście lat. Jako jego przyjaciele ze sceny, będziemy Go pamiętać uśmiechniętego i podśpiewującego szanty pod nosem.

„I ona taka w tej białej sukience” – zaśpiewasz już Maćku po tamtej stronie…

Żegnaj…

Yank Shippersów, szaloną, imprezową ekipę bieszczadersów z Sanoka i okolic znają wszyscy, którzy ze sceną żeglarską związani są od lat 90. Zespół na przełomie wieków koncertował regularnie, wydawał płyty (cztery w dyskografii), organizował lub współorganizował  takie wydarzenia jak „Folknocka” w Sanoku, „Szanty w Niedzicy”, ale najbardziej kojarzyłem ich z festiwalem „Cypel” w Polańczyku.

Rozkręcali niejedną imprezę. Muzyka Yank Shippers to była mieszanka inspiracji skandynawskich, irlandzkich, orientalnych i słowiańskich – zwłaszcza tych z ich rodzinnego polsko-ukraińskiego pogranicza. „Dandy”, „Bracia Korsarze”, „Odynie” to piosenki, które śpiewali z nimi fani na niejednym festiwalu.

Wśród załogi YS najbardziej rzucał mi się w oczy zawsze Maciek Gagatko. I nie dlatego, że był największy z nich. Ale dlatego, że mimo swej postury, był z Shippersów najszybszy... jeśli chodzi o powitania. Człek się jeszcze nie zdążył zorientować, że Yank Shippersi dotarli na imprezę, a już lądował między potężnymi ramionami Maćka, bo powitanie bez „misia”, to nie powitanie. I choć całą ekipę darzę niezmienną sympatią, to chyba z Maćkiem lody przełamałem najszybciej. Miał największy uśmiech na szantowej scenie. Niezwykle otwarty, przesympatyczny gość.

Trzymaj się Maćku. 

Komentarze

dodaj własny komentarz
Jeszcze nie skomentowano tego artykułu.

Newsletter

Zapisz się na cotygodniowy newsletter szantowy
Bądź na bieżąco, zapisz się na powiadomienia o nowych artykułach: