W szufladzie mam...

Rozmowa z Jerzym Porębskim w Magazynie "Żagle" (04/2009)
Wywiady Kamil Piotrowski 28 marca 2018
Jerzy Porębski na Shanties 2009 Fot. Kamil Piotrowski

Podczas 28 Festiwalu „Shanties“ w Krakowie, Jerzy Porębski obchodził swoje 70. urodziny. Z tej okazji, w krakowskiej „Rotundzie“ (tydzień później także na XX „Szantach we Wrocławiu“), odbył się niezwykły koncert. Na scenie, przed szacownym jubilatem wystąpili jego przyjaciele, uczniowie, i najwierniejsi fani zarazem. Przy tej okazji podpytałem Mistrza o kilka ważnych dla niego spraw…

Pilot czy marynarz?

Mało brakowało, a mógłbym nie trafić na scenę szantową. W dziewiątej lub dziesiątej klasie marzyłem bardzo o tym, by zostać pilotem. Wtedy, w ówczesnej „Lidze Lotniczej“ organizowano kurs, na który by się dostać, trzeba było przejść badania lekarskie. Były one dosyć drogie. Poprosiłem więc rodziców o pomoc. Ojciec, gdy się o tym dowiedział, szybko wybił mi z głowy latanie.

Na początku był jazz

Podczas studiów w Uniwersytecie Jagiellońskim, studiowałem biologię, grywałem na trąbce i fortepianie... jazz. Spotykaliśmy się w różnych klubach, m.in. z Adamem Makowiczem (dziś światowej sławy muzykiem jazzowym – przyp.red.) by pograć różne standardy. Wtedy nie wiedziałem jeszcze nic o szantach.

Popłynąłem w długi rejs…

Podczas mojego pierwszego rejsu na statku badawczym z nudów chwyciłem za gitarę - na trąbkę nie za bardzo było tam miejsce. Pewnego dnia odkryłem za drzwiami mojej kabiny kilku członków załogi, przysłuchujących się moim brzdękaniom. Zaprosiłem ich do środka. Ponieważ sam wtedy nie miałem jeszcze żadnego doświadczenia morskiego, nie byłem marynarzem, to głównie ich opowieści stały się kanwą moich piosenek.

Jak mnie wyłowili…

Halina Stefanowska, dziennikarka, wielka miłośniczka pieśni morskich i animatorka morskiej kultury, usłyszała, że gdzieś tam w Świnoujściu, jakiś rybak, śpiewa i tworzy pieśni o morzu. Przyjechała do mnie, wysłuchała i zaprosiła m.in. udziału w imprezie „Wieczór śpiewających bardów“.

Moja wersja powstania Starych Dzwonów

Podczas konkursu w Mikołajkach otrzymałem nagrodę, a obok mnie, wśród laureatów znaleźli się Ryszard Muzaj, Marek Siurawski i Mirosław Peszkowski. Od słowa do słowa postanowiliśmy, że zamiast działać osobno, stworzymy coś wspólnie. Bardzo nas w tym postanowieniu wspierał Wiciu Tomaszewski, dziennikarz Żagli. I tak wg. mnie powstały Stare Dzwony.

Moje miejsce na ziemi…

Niedaleko Świnoujścia, jest taka przepiękna miejscowość Lubin. Tam z nabrzeżnego klifu rozciąga się najwspanialszy widok na świecie, na Zatokę Szczecińską i Statuę Wolności w NY. Przy dobrej widoczności można zobaczyć nawet własne plecy. Tam jest moje miejsce…

Nie śpiewaj tej piosenki…

Teksty piosenek opowiadają różne historie, czasem moje, częściej te zasłyszane od innych. Tak jak historia marynarza, który wraca po długim rejsie i odkrywa, że nie ma już nikogo, opowiedziana w „Długo mnie nie było w domu“. Moja żona, gdy to przeczytała, poprosiła bym jej nie śpiewał. Obawiała się, że ludzie mogą przypisać ją nam… A to historia wielu moich kolegów. Takie bywa marynarskie życie.

W szufladzie mam…

Napisałem ponad sześćdziesiąt autorskich piosenek. Większość śpiewam na koncertach, można ich też posłuchać na płytach moich i Starych Dzwonów. Jest jednak pewna część tekstów w mojej szufladzie, które śpiewam tylko dla siebie lub najbliższych przyjaciół.

Na tej płycie jestem inny…

W maju trafi do sprzedaży moja piąta autorska płyta zatytułowana „Niech tak zostanie“. Gram i śpiewam na niej sam, tylko w kilku momentach wsparli mnie Dominika Żukowska i Andrzej Korycki. W porównaniu z poprzednimi płytami jestem tu spokojniejszy, bardziej refleksyjny. Na pewne sprawy patrzę z większym dystansem. Nagrywałem ją w studiu „Na poddaszu“ u Andrzeja. Masterował ją doskonały fachowiec Romek Zieliński. Co najmniej dwie piosenki będę na niej lubił: „Tańcz miła, tańcz“ i „Ludojad“. Mam nadzieję, że słuchacze też…

Gdy nie śpiewam…

Koncertuję sporo i zdarza się, że nie mam za dużo czasu na nieśpiewanie. Ale gdy już taki znajdę to odpoczywam na leżaku w moim ogrodzie. Zbieram kiwi, figi lub winogrona. Robię własne wino, żegluję po zalewie moją małą łódką lub nurkuję.

 

Wysłuchał i spisał Kamil Piotrowski
rozmowa ukazała się w kwietniowym Magazynie "Żagle" w 2009 r.

Galeria

Komentarze

dodaj własny komentarz
Jeszcze nie skomentowano tego artykułu.

Twoje konto

Newsletter

Zapisz się na cotygodniowy newsletter szantowy
Bądź na bieżąco, zapisz się na powiadomienia o nowych artykułach: