Udane potrójne urodziny

35 Festiwal Piosenki Żeglarskiej „Kopyść”
Relacje Kamil Piotrowski 9 kwietnia 2019
35 Festiwal „Kopyść” Fot. Basia Wójcik
Mimo niepokojących wieści z Białegostoku o kłopotach finansowych 35 Festiwal Piosenki Żeglarskiej „Kopyść” odbył się i było jak zawsze. Dużo muzyki, wspaniała, rodzinna atmosfera za kulisami i moc energii od publiczności. Podwójne urodziny „Kopyści” i artystyczne 40 lat kpt. Mieczkowskiego udane niezwykle. A „Wielka Kopyść” pojechała tym razem do Mikołajek.

Na początku roku wieści z Białegostoku nie były pomyślne. Powiało niemal grozą, gdy do wielu z nas dotarło, że z powodów finansowych 35 Festiwal Piosenki Żeglarskiej „Kopyść” może się nie odbyć, że nie będziemy świętować jego 40-lecia, podobnie jak 40-u lat pracy na scenie kpt. Waldemara Mieczkowskiego. Upływały tygodnie i sytuacja się nie poprawiała. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze i w ostatni weekend marca, po raz trzeci w nowożytnej mej historii ruszyłem, wraz z Sąsiadami, na spotkanie z białostocką publicznością.

Dwa dni

Także i trzydziesta piąta „Kopyść” miała, jak poprzednie, dwudniową odsłonę. Pierwszego dnia (29 marca) na festiwalu w ramach koncertu pt. „Czas w morze” w kinie Forum zaprezentowali się następujący wykonawcy: Aura Mesy, Flash Creep, Grzegorz Tyszkiewicz i Łukasz Zięba, Jakub Paluszkiewicz, Mechanicy Shanty, The Nierobbers. Natomiast do konkursu stanęli: Roman Tkaczyk z zespołem, Małe Lego Blues, Po Godzinach, Marta Kania, Kamil Badzioch i Zakazane Porty.

Choć wydawać by się mogło, że piątkowe koncerty to tylko rozgrzewka, pytani przeze mnie znajomi zgodnie orzekli, że „niech żałują ci, którzy nie dotarli”. Ja żałowałem, zwłaszcza zmagań konkursowych, bo to, co usłyszałem w sobotę w ramach koncertu laureatów naprawdę mi smaka na więcej narobiło.

Zanim jednak o konkursie, słów kilka o pierwszym koncercie z drugiego dnia festiwalu czyli „40 lat – Benefis Waldemara Mieczkowskiego” – pierwszej rocznicowej fiesty, na jakby nie patrzeć także jubileuszowej, 35 Kopyści. Koncert przyjaciół, koncert dla Mistrza, koncert w wielu momentach sentymentalny, nostalgiczny, ale nie zabrakło w nim i pazura, i drive'u i bardziej energetycznych wibracji. Liczna publiczność mogła posłuchać na scenie wielu gatunków muzycznych, a to za sprawą bardzo różnorodnego doboru wykonawców. Na scenie pojawili się bowiem: Formacja, Jan i Klan, Andrzej Korycki i Dominika Żukowska razem z Markiem Szurawskim oraz sam Jubilat z Przyjaciółmi i Gośćmi.

Kapitan Waldemar Mieczkowski zaczynał swą przygodę na „Kopyści” dokładnie 40 lat temu. Zadebiutował w konkursie, który wygrał i jest to historia znana i przytaczana wielokrotnie. Od tamtej pory, gdy tylko nie jest na morzu, to spotkać go można z gitarą na scenie (i nie tylko... ;) ).

Czterdzieści lat muzykowania to poważna sprawa, a gdy muzykowało się z takimi zespołami jak Krewni i Znajomi Królika, Packet, Gdańska Formacja Szantowa czy ostatnio Męski Chór Szantowy „Zawisza Czarny”, to jest się czym chwalić. Szacowny solenizant jednak wcale nie zamierzał odcinać od tego kuponów, wzmocniony Przyjaciółmi i Gośćmi specjalnymi, dał naprawdę świetny koncert. Dawno takiego występu kapitana nie słyszałem (i naprawdę nie jest to wazelina z mej strony, bo miałem już okazję na żywo posłuchać go przy wielu okazjach, pomijając te nieoficjalne śpiewanki przy gitarze.  Tamtego dnia na Kopyści słyszałem profesjonalizm, ale i luz sceniczny, otwartość na eksperymenty, ale i pełną kontrolę tego, co na scenie się dzieje, charyzmatycznego lidera przywiązanego jednak do muzykowania wspólnego, który ceni sobie partnerstwo, nie tylko na pokładzie ale jak widać i słychać było, także na scenie. Popłynęły piosenki żeglarskie, ale i te z krainy łagodności – jak to na koncertach u kapitana Mieczkowskiego bywa – bo jak sam mawia (i co mi się nawet podoba) – „piosenki żeglarskie to takie, które śpiewają żeglarze”. Ot, co. Były oczywiście i toasty, były dedykacje, były życzenia i prezenty ale przede wszystkim była muzyka.

40 lat „Kopyści” i 35 festiwal

Niezwyklem był kontent, że było mi dane wziąć udział w tym koncercie. Okazja wyjątkowa, czterdzieści lat minęło od pierwszej edycji festiwalu (była kilkuletnia przerwa, stąd edycja trzydziesta piąta) i przyznam, że gdy tak sobie kontemplowałem ten fakt, gdy zdałem sobie sprawę, że ja dopiero niecałe dwie dekady obserwuję tę scenę, uczestniczę w niej, a są na scenie wykonawcy, którzy śpiewają niemal tyle lat co Kopyść celebruje... niezwykłe to. Kiedyś pisałem, w którejś relacji na Folk24, że scena żeglarska ma najwięcej długowiecznych kapel, wykonawców, zespołów działających nadal, bez większych przerw i że ma najwięcej festiwali z szeroko rozumianego nurtu folkowego, które istnieją dłużej, niż 20 lat. Dziś lekko bym to zweryfikował, bo turyści też mają się czym pochwalić, ale nie zmienia to faktu, że te liczby, jubileusze, długowieczność, to w większości domena żeglarzy (np. taka scena folkowa tworzyła się tak na dobre dopiero w latach 90. a festiwali długowiecznych ma... jeden – „Mikołajki Folkowe” w Lublinie). Zatem, gdy tak rozmyślałem o tym w Białymstoku, że oto jestem na festiwalu, który powstał czterdzieści lat temu, gdy nie było jeszcze „Shanties”, nie było „Kubryku”, nie było „PPP”, nie było „Szantek” (wszystkie wymienione mają za sobą ponad trzydzieści edycji), to uznanie dla białostockich żeglarzy, środowiska, osób zaangażowanych w organizację tych trzydziestu pięciu edycji oficjalnych (i tych nieoficjalnych) rosło coraz bardziej. Każdy festiwal, który celebruje taki jubileusz powinien być chroniony jako nasze dobro narodowe.

Nie wszystkie koncerty udało mi się zobaczyć w całości, ale dzieciaki z zespołu Plastusiowy Chórek, tak. Zespół działający przy Przedszkolu Samorządowym nr 53 debiutował na Kopyści w 2013 roku, kiedy jeszcze odbywały się koncerty pod hasłem „Szanty dla dzieci”. Kilkanaścioro maluchów pod okiem swej pani, stanęło karnie w rzędach na scenie i do akompaniamentu klawiszy odśpiewało... zabijcie, nie pamiętam co to były za piosenki (ogólnie znane PMR-y), ale zabawę mieli wszyscy – i dzieci i publiczność, która nagrodziła ich owacją.

Laureaci konkursu XXXV Festiwalu Piosenki Żeglarskiej „Kopyść” 2019, czyli Roman Tkaczyk z zespołem – pierwsze miejsce, „Wielka Kopyść” i Nagroda Publiczności. Świetny muzycznie skład, klasa, ogranie, poziom wysoki i fajne piosenki, ale do dziś zastanawiam się co oni, taaaacy muzycy - choć jakby z innej bajki, bardziej jazzowi, niż folkowi – robią w tych konkursach??? Tak, tak, wiem, teksty żeglarskie... Ale co Wam powiem, to Wam powiem, ale Wam powiem... jeśli taka ekipa staje w konkursach, to źle się dzieje w państwie duńskim.

Zakazane Porty czyli: Jakub Broniszewski, Artur Groszek, Seweryn Huzarski, Marcin Kiełbasa, Marcin Narkowicz, Rafał Nowak, Przemysław Piórkowski i Tomasz Sikorski – druga nagroda. No dla mnie odkrycie sezonu! A cappella, szanta, fajna aranżacja.  Szkoda, że tylko jeden utwór było mi dane usłyszeć (i szkoda, że ekipa nie pojawia się częściej na scenach, nawet konkursowych). Trzecie miejsce zajęła Marta Kania. Cieszę się ogromnie, bo tak jak kibicowałem pierwszej naszej bardessie (Marcie Śliwie), tak i teraz trzymam za jachtową kapitan z Wrocławia kciuki, bo pań, śpiewających solo jak na lekarstwo, a już takich co i sobie napiszą i wykonają własną piosenkę – od lat brak (obie wspomniane to nadzieja na przełamanie na scenie żeglarskiej dominacji bardów). Marta od ub.r. podróżuje po konkursach zbierając doświadczenie i nagrody oraz recenzje swoich piosenek, bo marzy jej się autorska płyta. Myślę, że z takimi piosenkami może sporo zwojować...

Koncert nabierał rozpędu. Na scenie pojawił się zespół Flash Creep, ale tym razem rolę liderów wzięła na siebie młodsza część tej rodzinnej grupy, rodzeństwo Zuza i Piotr Łuczakowie. Absolutny hit wieczoru i właściwie, po nich nikt już takich emocji w sali kina we mnie nie wzbudził. Mocne głosy, świetne aranżacje muzyczne, interpretacja tekstów. Flash Creep od dawna jest zespołem niedocenianym i niezauważanym na scenie folkowej. Ale też trochę sami tu nieco zawinili, bo zamknęli się w niszy „żeglarskiej” zamiast ruszyć na podbój innych folkowych światów. Ze swoim potencjałem, umiejętnościami, doświadczeniem – naprawdę prezentują kawał świetnego folkowego grania i śpiewania – powinni zawojować świat. Czemu się tak nie dzieje, nie wiem. No moc, brzmienie, klimat, feeling, drive, no i te młodsze pokolenie – nie-sa-mo-wi-te! CIARY 2019!

Dalej wystąpili – Klang po swojemu, na głosy, konsekwentnie kreując takie międzywojenne brzmienie, styl – tak mi się kojarzy. Lubię te ich harmonie, są inne, niż u pozostałych formacji śpiewających a cappella. Bardziej piosenkowe, niż chóralne. Sąsiedzi – dali z siebie wszystko (przynajmniej ja, hehe), Banana Boat, bez Pawła Jędrzejki, ale jak zwykle z werwą i humorem, porwali publiczność, sam długo nie usiedziałem w fotelu. Ciekawy byłem występu The Bumpers... bo pierwszy raz miałem ich okazję na żywo posłuchać, i przyznam, że jakoś specjalnie mnie nie pociągnęli, bez fajerwerków. Mam wrażenie, że takie granie i śpiewanie robiło wrażenie z dziesięć i więcej lat temu, teraz jakoś mniej. Może dlatego, że taka formuła, ni to rocka, ni to punka, bardziej sprawdza się w pubie, niż na scenie? Oddać trzeba, że byłem chyba jednym z nielicznych, bo sala bawiła się dobrze. Mechanicy Shanty, standardowo, można by rzec wręcz „klasyczna petarda”, moc jak zawsze była z nimi, ale jak się ma tyle żeglarskich „przebojów” na playliście, Szkota, Miśka, Picka, Jacusia, Maćka Łuczaka i Bebika na pokładzie, to trudno chyba nie porwać publiczności.

Kolejna, trzydziesta piąta Kopyść, mimo sporych początkowych problemów, za nami. Co będzie i czy będzie za rok kolejna, trzymam kciuki i życzę organizatorom, by rąk do organizacji i funduszy im nie zbrakło, a za minione – baaardzo dziękuję!

 

35 Festiwal Piosenki Żeglarskiej „Kopyść”, 30-31.03.2019, Białystok

Komentarze

dodaj własny komentarz
Jeszcze nie skomentowano tego artykułu.

Twoje konto

Newsletter

Zapisz się na cotygodniowy newsletter szantowy
Bądź na bieżąco, zapisz się na powiadomienia o nowych artykułach: