Take szejś

Koncert jubileuszowy Ryczących Dwudziestek
Relacje Kamil Piotr Piotrowski 27 maja 2013
Ryczące Dwudziestki Fot. Kamil Piotrowski
Pierwszy z koncertów uświetniających 30-lecie Ryczących Dwudziestek miał miejsce na festiwalu we Wrocławiu. Skromny, bez zbędnych fanfar, za to z dużą dawką dobrego śpiewania i grania oraz z niespodziankami, w postaci niecodziennych wykonań znanych dwudziestkowych hitów, przez zaproszonych gości – przyjaciół ze sceny. Rok jubileuszowy został rozpoczęty.

Koncert jubileuszowy na „Szantach we Wrocławiu” wypadł bardzo dobrze m.in. dlatego, że wszyscy potraktowali go jak dobrą zabawę. Był czas na wspomnienia, opowieści, nawet na lampkę szampana, ale przede wszystkim wspólne śpiewanie z Banana Boat, Dominiką Żukowską i Andrzejem Koryckim, Perłami i Łotrami, Mirosławem Kowalewskim, Drake czy wreszcie z Markiem Szurawskim. 

W Rudzie Śląskiej, 17 maja, było inaczej, właściwie bardzo inaczej. Po pierwsze Ryczące Dwudziestki bez gości, na swoim terenie i na dodatek z nowym członkiem zespołu – Bohdanem Lizoniem (gitara elektryczna)! Byłem bardzo ciekaw jak to będzie. Pamiętam jak się zdziwiłem, gdy podczas pierwszego spotkania z nimi po odejścu Jasia Olszówki a jeszcze bez Łukasza Drzewieckiego (wtedy chyba nawet nie było wiadomo, że Jasiu opuścił zespół), zobaczyłem ich z gitarami na scenie (w tym z basówką). W ciągu minionych lat nie miałem za wiele okazji by ich posłuchać w programie autorskim, dłużej niż 30 minut. Spotykaliśmy się na wielu festiwalach, ale ostatnio głównie podczas koncertów szant klasycznych. Dawno temu śledziłem na bieżąco ich projekt z Shannonami (bardzo trzymałem kciuki, szkoda, że się nie udało), i przesłuchałem wiele razy płytę „Ryczące Dwudziestki acappella”. Ale to tyle.

To sprawiło, że przestałem ich kojarzyć z gitarami. Stąd i zdziwienie i przyznam, że pewne też rozczarowanie – jak to, to już nie będzie śpiewania a cappella? Pojawił się Łukasz, niepokój zmalał, ale nie do końca, bo powrócił na myśl o tym, cóż to się będzie działo, gdy w składzie pojawi się gitara elektryczna. Czy powstanie kolejny potworek typu „szanty-jazz”? Brrr. Przyznam, szedłem na ten koncert z pewną dozą niepewności o los naszej sceny, bo w Rudzie, za sprawą nowego Ryczącego, na scenie pojawić się miały aż cztery gitary!

Na szczęście moje obawy szybko zostały rozwiane. „Jasnowłosa” jest jeszcze bardziej tajemnicza, „Brzegi Nowej Szkocji” stały się bardziej wyraziste, a „Hiszpańskie dziewczyny” nadal są dziewczynami. Zresztą oceńcie sami na filmie Dziadka Władka:

Poza tym panowie wcale nie zapomnieli o śpiewaniu a cappella. Słowem, jest dobrze.

Sam koncert w porównaniu do wrocławskiego był spokojniejszy, a właściwie stabilniejszy. Qnia snuł opowieści o kolejnych utworach (jak to Qnia, śmiechu było sporo), czasem niektóre wyśpiewując. Swoje partie prowadzące mieli też Bodzio (Bogdan Kuśka), a nawet Łukasz Drzewiecki (sic!). Ale to Sęp (Wojciech Dudziński) śpiewał zdecydowaną większość utworów, co też mnie zaskoczyło, bo jakoś dotąd – przyznaję bez bicia – nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak wiele prowadzi piosenek.

Jednak najbardziej ciekawił mnie oczywiście ten „najmłodszy” – Bohdan. Nie liczyłem, że będzie wielki bum, bo w końcu to był chyba jego drugi, może trzeci koncert. Ale mimo to objawił już swój potencjał w kilku utworach i rzeczywiście zgodzę się z opiniami, że „Timeraire” nabrał innego, mocniejszego wyrazu, że smaczki gitarowe pojawiające się w piosenkach, fajnie wypełniały całość, no i „Hiszpańskie...” dostały nowego „drajwu”. Większość utworów wymaga jeszcze dopracowania, ale obraz już mam.

Co się zmieniło w moim postrzeganiu Ryczących po tym koncercie? Sporo. Teraz to inna półka wykonawcza, inny charakter koncertu. To już nie chłopaki z gitarami przy ognisku, czy „sjerioznyje szantymjeny”. Oto artyści dojrzali, postanowili zrobić kolejny krok i wyjść na inne obszary muzykowania, wzbogacając swoje brzmienie zarówno w warstwie wokalnej (tu pomogła trochę elektronika) jak i instrumentalnej, co z kolei przekłada się na jakość koncertu. Jak sami podkreślali w rozmowach, po 30 latach potrzebowali czegoś odświeżającego, czegoś co znowu ich pobudzi do działania, odkrywania, pokaże cel i wniesie tą radość z jego osiągania. Wyglądało na to, że w Domu Kultury im. Henryka Bisty, gdzie odbywał się koncert, bawili się świetnie (choć lekka trema chyba była), a z nimi wypełniona niemal do ostatniego miejsca sala. Czekam zatem na płytę, którą Ryczące Dwudziestki, już w szóstkę, zamierzają nagrywać jeszcze w tym roku, bo...

Jak się dowiedziałem, gdy z zespołu odchodził Henryk „Szkot” Czekała panowie stanęłi trochę na rozdrożu – stracili wiodącego szantymena. Wtedy wpadli na pomysł by kolejną płytę („Co się zdarzyło jeden raz…”) nagrać z pomocą Marka Szurawskiego. I to okazał się strzał w dziesiątkę. Czy Bohdan będzie podobnym diamentem na kolejnym wydawnictwie? Czas pokaże, na razie jedno jest pewne, Ryczącym Dwudziestkom coraz bliżej do swoich idoli, amerykańskiej grupy wokalnej Take 6 (gospel jest, sześciu chłopa jest, elementy jazzowe... jest).

Tymczasem zapraszam do galerii zdjęć z koncertu i na koncerty zespołu.

Lista utworów wyglądała mniej więcej tak: „Hiszpańskie dziewczyny”, „Blues o Julce piegowatej”,  „Jasnowłosa”, „Shenandoah”, „Sally Brown”, „Wielorybnicy grenlandzcy”, „Łowy”, „16 ton”, „Śmiały harpunnik”, „A ty ciąg”, „Paddy West”, „Wielka ryba”, „Didn't My Lord Deliver Daniel”, „Tri Martolod”, „Nie pamiętam”, „Opowieść przy kielichu”, „Zielona wyspa”, „Droga do Claire”, „Brzeg Nowej Szkocji”, „Timerer”, „Hand Over Hand” i na bis: „North West Passage„, „Moje morze”.

 

Ryczące Dwudziestki – 30 lat, 17.05.2013, MDK, Ruda Śląska

Komentarze

dodaj własny komentarz
  • Gość 1 czerwca 2013, 1:14
    Oj Kamilu, z przyjemnością czytam Twoje pokoncertowe impresje.

    Powiem krótko - do Rudy przyjechałyśmy z Marzeną na tyle wcześnie, że załapałyśmy się jeszcze na końcówkę próby "Ryczących...". Wystarczyła chwila i usłyszałyśmy brakujące dotąd gitarowe, w moich skojarzeniach santanowskie, ogniwo - wymiana spojrzeń i już wiedziałam, że ten smaczek dopełni całości mojej tegorocznej fascynacji "Dwudziestkami". Moim zdaniem dopuszczenie Bohdana Lizonia do trzydziestoletnich RO20 to strzał w dziesiątkę. Z przyjemnością wyłapywałam niemal każdy dźwięk ożywiający tak dobrze znane utwory. Czekam na kolejne okazje i żałuję, że w Warszawie będę dopiero 20czerwca, więc niemal dwa tygodnie po koncercie chłopaków (tak! wciąż chłopaków!) w Czarnej Perle.
    Czy ta wypowiedź okazała się pomocna? Tak Nie
  • Gość 2 czerwca 2013, 2:27
    zrobimy w Katosach ;) albo w końcu, po latach w Bytomiu :p
    Czy ta wypowiedź okazała się pomocna? Tak Nie
Zobacz więcej

Jesteś tutaj:

Newsletter

Zapisz się na cotygodniowy newsletter szantowy
Bądź na bieżąco, zapisz się na powiadomienia o nowych artykułach: