Nagle zabrali Wielką Kopyść

39. Festiwal Piosenki Żeglarskiej „Kopyść”
Relacje Katarzyna Marcinkowska 6 maja 2026
Kopyść 2026 Fot. Tomasz Goliński
Inni mają puchary, medale i dyplomy, Białystok ma… wiosło. Wielka Kopyść, przyznawana zdobywcom pierwszego miejsca w konkursie dla młodych (stażem) adeptów piosenki żeglarskiej, to nagroda wyjątkowo charakterystyczna i odznaczająca się słusznymi rozmiarami. Jest się o co bić! Nic zatem dziwnego, że poziom znów był naprawdę wysoki. I nie tylko konkursu…

Białostocka „Kopyść” niezmiennie pozostaje dla mnie w ścisłej czołówce polskich festiwali szantowych. Niemal czterdzieści edycji to w końcu dość czasu, żeby doprowadzić całość do perfekcji. Świetni wykonawcy, doskonałe nagłośnienie, klimatyczna scenografia wraz z oświetleniem, no i publiczność, która swoimi żywiołowymi reakcjami naprawdę przyczynia się do budowania tej legendarnej już właściwie atmosfery. 39. edycja także mnie nie zawiodła.

Kto wygrał w tym roku, a kto przed 25 laty?

Podejrzewam, że jury miało (znowu!) niesamowicie trudne zadanie. Ja po przesłuchaniu występów konkursowych byłam zdania, że najchętniej przyznałabym grand prix wszystkim bez wyjątku wykonawcom, bo naprawdę każdy z nich stanowił moim zdaniem gotowy „produkt” na żeglarskie sceny. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że faktycznie za nagrodami posypią się zaproszenia na festiwale i inne imprezy, bo takie talenty szkoda trzymać w przysłowiowej szufladzie.

Pierwszą nagrodę na 39. „Kopyści” wyśpiewały sobie krakowskie Nagle – zespół, który zachwycił mnie już w zeszłym roku w Łomży.

Relację z tego festiwalu przeczytacie tutaj: „Z Rajgrodu do Łomży”.

Widać, że od tego czasu nabrali scenicznego obycia i pewności siebie. Powstały też nowe piosenki, a frontman zaskoczył wszystkich wstawką zagraną na trąbce (Jurek Porębski z pewnością przyklasnął temu gdzieś z niebieskich rei).

Drugie miejsce zajęły Dwie Drogi, powtarzając tym samym swój sukces sprzed dwóch lat. Trzecią nagrodę otrzymał natomiast zespół Bez Portu z Częstochowy. Projekt stosunkowo nowy, aczkolwiek złożony z osób, które na scenie nie są debiutantami – w poprzednich latach na różnych konkursach mogliśmy już usłyszeć Bartłomieja Zaborowskiego solo, dwoje z pozostałych muzyków występowało zaś pod nazwą Wiecznie Niewyspani.

Tę chyba najważniejszą – nagrodę publiczności – zdobył młody, bardzo obiecujący zespół Panika na Pokładzie (jak sami mówią, jeśli kogoś ciekawi pochodzenie tej nazwy, wystarczy popłynąć z nimi w rejs, a wszystko stanie się jasne) z Poraja. Nie dziwię się temu wyborowi, bo mnie też zespół urzekł naturalnością, spontanicznością i świetnym kontaktem z widownią.

Specjalną, jubileuszową Wielką Kopyść dostał natomiast od organizatorów zespół Banana Boat, który dokładnie 25 lat temu zadebiutował na kopyściowej scenie i wyjechał wówczas z Białegostoku właśnie z pierwszą nagrodą.

A jeśli już o debiutantach mowa, to po raz pierwszy na „Kopyści” mieliśmy też okazję oglądać duet Pawła Hutnego i Waldemara Mieczkowskiego w roli prowadzących. Sprawdzili się w tej funkcji doskonale. Szczególnie spodobał mi się pomysł na „rozruszanie” publiczności przed koncertem wspólnym wykonaniem kilku utworów „masowego rażenia”. No a zamiana na instrumenty w połowie piosenki była bardzo sympatyczną niespodzianką. Chyba jeszcze nigdy dotąd nie słyszałam kapitana Mieczkowskiego grającego na banjo.

Sceniczne spotkania

Konkurs to oczywiście jedynie fragment festiwalu, nawet jeśli fragment bardzo ważny. Uwielbiam poznawać nowych wykonawców, ale tak samo cieszy mnie możliwość ponownego usłyszenia znanych i lubianych – a tych na „Kopyści” nie brakowało. Było także parę niespodzianek. Po wieloletniej przerwie na kopyściową scenę w wielkim stylu powrócił zespół The Pioruners. Nie tylko sami dali świetny występ – dowodząc po raz kolejny, dlaczego stanowią główny białostocki „szantowy towar eksportowy” – ale zaprosili też gościa specjalnego: Monikę Horodek. Monika towarzyszyła Piorunersom na ocean drumie, a także zaśpiewała „My Mother Told Me” w wyjątkowej aranżacji, tak różnej od tej, do której przyzwyczaiły nas Perły i Łotry.

Takich zaskakujących, nierzadko bardzo spontanicznych scenicznych spotkań było zresztą więcej. Pod wpływem chwili wraz z zespołem Flash Creep jeden utwór zagrał na perkusji Jacek Fimiak (EKT Gdynia). Chris Ricketts połączył siły z Banana Boat w fantastycznej wersji „Northwest Passage” – a cappella, bez nagłośnienia, za to z żywiołowym udziałem publiczności, i to w dwóch językach. (Nagranie z tego występu możecie zobaczyć na naszym Facebooku). Chris zresztą w ogóle podbił moje serduszko charyzmą, głosem oraz kontaktem z widownią (pierwszy raz miałam okazję słyszeć go na żywo). Podjął się także karkołomnego wyzwania i spróbował wykonać „Hej, żeglujże, żeglarzu” po polsku. Z pomocą prowadzących oraz widzów dał radę!

Zespół Glassgo z kolei zaprosił do wspólnych wykonań przyjaciół: Waldemar Mieczkowski i Paweł Hutny zaśpiewali z Kuczą i spółką kultowe „Pod jodłą”, a Marek Wikliński – „Wrócić do Derry”, a więc piosenkę, którą na co dzień (w nieco innym tłumaczeniu) wykonuje z Sąsiadami. Ci ostatni obchodzili zresztą podczas tegorocznej „Kopyści” swoje dwudziestopięciolecie z zespołami: Cztery Refy, Shanty Roots, Perły i Łotry i Formacja. Było pięknie, energetycznie, nastrojowo, a wszystko zwieńczył przepyszny tort.

Myślę, że tortu możemy się też spodziewać na przyszłorocznej „Kopyści”, bo czeka nas kolejny okrągły jubileusz – czterdziesta edycja festiwalu. To co, widzimy się za rok?

Więcej zdjęć z „Kopyści” i nie tylko znajdziecie w galerii Tomka Golińskiego

 

39 Festiwal Piosenki Żeglarskiej „Kopyść”, Białystok
Serwis Szanty24.pl był patronem medialnym wydarzenia

Komentarze

dodaj własny komentarz
Jeszcze nie skomentowano tego artykułu.

Newsletter

Zapisz się na cotygodniowy newsletter szantowy
Bądź na bieżąco, zapisz się na powiadomienia o nowych artykułach: