Najstarszy w Polsce

XXVIII Festiwal Piosenki Żeglarskiej „Kopyść”
Relacje Mariusz Bartosik 2 sierpnia 2012
Zuzanna Łuczak i Flash Creep Fot. Mariusz Bartosik
Są takie festiwale, za którymi tęsknię już w chwili, kiedy się kończą i czekam na ich kolejną edycję przez cały rok. Taką imprezą jest Festiwal Piosenki Żeglarskiej „Kopyść” - powtarzam to od lat. Tych miejsc jest coraz mniej, ale Białystok niezmiennie plasuje się w czołówce.

Festiwal „Kopyść”, odbywający się w Białymstoku od 1979 r, to najdłużej istniejąca impreza na polskiej scenie szant i piosenki żeglarskiej. W tym roku, tradycyjnie w kwietniu, festiwal odbył się po raz 28 - oficjalnie. Numeracja nie uwzględnia tych edycji, które odbyły się nieoficjalnie, w czasach stanu wojennego i podtrzymały ciągłość imprezy, dając jej status najstarszego festiwalu w Polsce.

W tym roku, na czterech koncertach, tradycyjnie już noszących tytuły: Czas w morze (piątek), Szanty dla dzieci, Wiatr na wantach gra... i Żeglujże żeglarzu (sobota) wystąpiły zarówno zespoły, które od lat pojawiają się w Białymstoku, jak i te, które zawitały tu po raz pierwszy.

Piątkowy koncert rozpoczął, rzadko ostatnio spotykany na festiwalach, konkurs. Wystąpili w nim: Anker, Augustowska Flota Śpiewająca A-QQ, Czemu By Nie?!, Grajki z Dobrej Bajki, Jarosław Jura, Stary Port Białystok, Zespół Dnia Następnego. Wykonawców oceniało Jury w składzie: przewodniczący - Waldemar Mieczkowski, Danuta Nowicka, Izabela Puklewicz, Jacek Jakubowski, Adam Klimiuk, Tomasz Szurczak.
Pokonkursowe występy „gwiazd” rozpoczęła Aura Mesy. Jak przystało na zespół z czołówki balladowo-poetyckiego nurtu piosenki żeglarskiej pokazali się z jak najlepszej strony. Zaprezentowali zarówno starsze utwory ze swojej debiutanckiej płyty Ucieczka, jak i kilka nowości. Sympatycznym akcentem ich występu było zaśpiewanie jednego z utworów przez kilkuletnią córkę współzałożyciela grupy - Przemka Maruchacza.

Zagranicznych szantymenów i folkmenów reprezentował Charles Henderson - członek szkockiej grupy Ardbeg Folk, goszczącej na scenie Kopyści w ubiegłym roku. Tym razem, z repertuarem tradycyjnych pieśni morza oraz utworów z rodzimej Szkocji, Charles wystąpił bez reszty zespołu. Wsparli go nasi artyści.

Zespół Flash Creep, grający tu wielokrotnie, czuje się w Białymstoku jak u siebie w domu. Ma tu wiernych fanów a i wspaniała, białostocka publiczność pozwala na ekserymenty. Tym razem zaskoczyli nas ilością premier wykonywanych zarówno w ramach swojego, piątkowego koncertu jak i solowego występu Zuzanny Łuczak, którą  wsparli muzycznie na sobotnim koncercie. Ten mini-maraton rozpoczął Maciej Łuczak śpiewając po raz pierwszy publicznie Morze Twe. Po nim nastąpiło bardzo emocjonalne wykonanie przez Izę Puklewicz piosenki Gotowej na sztorm i wesołego Hulaki. Zuzia wgniotła publiczność w fotele swoją interpretacją Emigranta. Zaprezentowała też swoje umiejętności gry na flecie poprzecznym w Klezmerze, utworze z repertuaru irlandzkiej grupy Lúnasa. Po raz pierwszy w jej wykonaniu usłyszeliśmy też Lowlands ze wsparciem części zespołu Qftry i Wzgórza Walii w duecie z tatą. Flash Creep miało również inną premierę na Kopyści - z powodzeniem poprowadzili sobotni koncert dla dzieci. Zarówno dzieciaki jak i ich rodzice wyszli zachwyceni.

Sobotnie koncerty rozpoczęło trio Waldemar Mieczkowski, Jacek Jakubowski, Krzysztof Jurkiewicz. Usłyszeliśmy zarówno piosenki znane z występów Gdańskiej Formacji Szantowej jak i te, które śpiewają solo. Występ Grzegorza Tyszkiewicza nie powalił mnie na kolana - zrobiło się jakoś... „eventowo”. Ale może to kwestia moich preferencji muzycznych. Duet Dominika Żukowska, Andrzej Korycki wprowadził mnie w stan błogiego spokoju - w przeciwieństwie do występu Qftrów, którym w końcu udało się dotrzeć do Białegostoku. Żywiołowość, połączona z profesjonalizmem i uśmiechem, to dawka, która może obudzić każdego. Ale nobilitacja zobowiązuje - „Hugilla” pięciokrotnie (sic!) przyznano im na „Shanties” nieprzypadkowo.

Wieczorny koncert rozpoczął zespół oJ taM w nietypowym składzie. Wsparcie instrumentalne Izy Puklewicz z Flash Creep, występującej pod nieobecność Joli Ewy Gackiej, pozwoliło zachować charakter utworów, które zmieniły się po dołączeniu do duetu gitara-skrzypce, drugich skrzypiec i basu. Po ich występie nadszedł czas rozdania nagród w konkursie.

I tak:

  • Grand Prix „Wielką Kopyść” i I Nagrodę w wysokości 1500 zł jury przyznało zespołowi Augustowska Flota Śpiewająca A-QQ,
  • II Nagrodę w wysokości 700 zł zespołowi Czemu By Nie?!.
  • Dwa równorzędne wyróżnienia w wysokości 250 zł otrzymali: Jarosław Jura oraz zespół Anker.
  • Nagroda Publiczności powędrowała do zespołu Stary Port Białystok.

O występie Zuzanny Łuczak wspominałem juz wcześniej. Mam nadzieję, że ten „szlifowany w boju sceny diamencik” nie zniknie i usłyszymy ją jeszcze nie raz - zarówno w występach solowych jak i we Flash Creep, gdzie coraz częściej wspiera rodziców, „wsiąkając” w morsko-folkowe klimaty.

North Cape, który po kilkuletniej przerwie powrócił na scenę, udowodnił, że tradycyjne śpiewanie może porwać publiczność i że wieści o rychłej śmierci szanty są mocno przesadzone. Zastanawia również fenomen występu takich zespołów jak Atlantyda czy Mechanicy Shanty - zwłaszcza ci ostatni - od lat nie powiększający swojego repertuaru są ciągle ulubieńcami publiczności. Ale niekwestionowaną gwiazdą tego wieczoru był zespół Packet.

Reaktywowany po 15 latach zaśpiewał przed białostocką publicznością w ramach obchodów jubileuszu swojego ćwierćwiecza. Była Mona, Bluenose, Nieczułe morze, Złota Arka czy Fregata z Packet Line. Były i nowe utwory, wspólne śpiewanie, był tort i wspomnienia. Była też radość śpiewania, której coraz częściej brakuje na scenie.

Kopyść jest jednym z niewielu festiwali w Polsce, które wciąż nawiązują do dobrych tradycji ruchu szantowego sprzed lat. I nie chodzi tu o skład wykonawców, który wszak aż tak szantowy nie był. Myślę o atmosferze, która na niej panuje. Niewątpliwie jest to zasługą organizatorów z Elą Mińko na czele, którzy dbają o to, aby wszyscy czuli się tu jak w domu. To również zasługa wspaniałej publiczności - w dużej części złożonej z żeglarzy - która chętnie słucha nie tylko tych najbardziej popularnych piosenek. To dla niej wykonawcy często decydują się na zaśpiewanie utworów, które wymagają skupionego odbiorcy. Bo któż lepiej zrozumie żeglarza-artystę, jak nie żeglarz-słuchacz? Jeśli dodamy do tego świetne nagłośnienie wyłoni nam się impreza, która mnie - wychowanego na rodzimym, łódzkim „Kubryku” - ciągnie każdej wiosny do Białegostoku. Na Kopyść!

28 Festiwal Piosenki Żeglarskiej „Kopyść”, 20-21.04.2012, Białystok

Komentarze

dodaj własny komentarz
Jeszcze nie skomentowano tego artykułu.

Twoje konto

Newsletter

Zapisz się na cotygodniowy newsletter szantowy