Z pokładu na deski opery

II Szanty w Operze w Bytomiu
Relacje Arkadiusz Rurarz 10 lipca 2017
All Hands Szant w Operze Fot. Press
Pod koniec czerwca w Operze Śląskiej w Bytomiu odbyła się druga edycja niecodziennego wydarzenia p.t. „Szanty w Operze”.  Folk morski już kilkukrotnie w przeszłości trafiał do miejsc, które na pozór ciężko powiązać z dość surową kulturą ludzi morza. Koncerty w filharmonii, kościołach czy wreszcie w operze nadają pieśniom z pokładów dawnych żaglowców każdorazowo nowego wymiaru.

Pomysł takiej imprezy to inicjatywa zespołu North Cape, którego dwaj członkowie na co dzień pracują w Operze Śląskiej w Bytomiu jako artyści operowi. Jak poinformował mnie Łukasz Malcharek - członek grupy, sama idea stworzenia własnego festiwalu zrodziła się dość dawno temu, ale panowie poszukiwali formuły, która ich wydarzenie uczyni wyjątkowym. Być może inicjowanie koncertów, festiwali w takich właśnie, wyjątkowych miejscach jest receptą na zauważalny od jakiegoś czasu spadek zainteresowania szeroko pojętą piosenką żeglarską. Obie edycje festiwalu „Szanty w Operze” wyprzedały się bowiem sporo przed terminem. 

Miałem możliwość być na obu edycjach zarówno jako słuchacz jak i wykonawca, więc postanowiłem podzielić się swoimi wrażeniami oraz obserwacjami, tych z widowni i zza kulis.

Będąc słuchaczem

Jadąc jako słuchacz na pierwszą edycję mocno zastanawiałem się jak będzie wyglądać konfrontacja repertuaru i wykonawców nurtu marynistycznego z miejscem i publicznością z całkiem innego świata. 

Przed próbami dźwięku miałem możliwość zwiedzić trochę  operę. Poznałem zaplecze sceny odwiedziłem  garderoby, gdzie przechowuje się stroje operowe i te, w których artyści przygotowują się do występów.

Sama sala Opery Śląskiej to stylowe, pełne zdobionych ornamentów miejsce o ciekawej akustyce, mieszcząca blisko 400 miejsc na widowni, mająca w sobie to ciężkie do opisania „coś” dające poczucie wyjątkowości chwili. To miejsce i fakt koncertowania dla publiczności innej niż ta, do której przywykliśmy występując na „branżowych” festiwalach powodują, że do takiego koncertu należy podejść inaczej. Szczególną nutkę niepewności z tym związanej było widać podczas pierwszej edycji, gdzie wystąpiły Perły i Łotry, Ryczące Dwudziestki oraz North Cape. Każda z grup swoje występy zaczynała nieco stonowanie starając się wyczuć publiczność.

Będąc wykonawcą

Podczas drugiej edycji już było łatwiej, bo i szlaki przetarte i mniej niewiadomych. Banana Boat na dzień dobry zrobiło jak zwykle rewelacyjne show angażując w swój występ także publiczność, która przez kolejne występy ochoczo współpracowała z kolejnymi wykonawcami klaszcząc i śpiewając do wtóru. 

Mimo, że wiedziałem czego się mogę spodziewać to jednak pewien dreszczyk towarzyszył nam, Old Marinners przed występem. Jednak solówki, wokalizy, które wykonujemy przecież regularnie, tu musiały zabrzmieć pewnie i wyjątkowo. Już po wyjściu na scenę emocje opadły wraz ciepłym przyjęciem operowej publiczności. Brawa na przywitanie dały więcej pewności siebie i popłynęły pierwsze nuty.

Po występie nasunęła mi się taka refleksja, że występ w operze dla shantymana to zjawisko dość obce, ale dla publiczności operowej usłyszenie ze sceny banjo tenorowego czy irlandzkiego thin whistle to także nowość, więc byliśmy kwita ;).

Porównując

Wisienką na torcie obu edycji był występ gospodarzy - grupy North Cape. W ubiegłym roku chłopcy przemodelowali skład i w Bytomiu po raz pierwszy na żywo miałem możliwość obserwować jak w zespół wpisuje się nowy frotman - Krzysiek Ściepłek (występuje także w zespole Shantażyści). Mając porównanie obu występów odnotowuję znaczny progres, w tym większe obycie sceniczne. 

Z kolei wartością dodaną tegorocznej edycji była dekoracja sceny obfitująca w rekwizyty kojarzące się z pokładami dawnych statków, a także makieta żaglowca. Cała oprawa  w połączeniu z techniką oświetleniową doskonale uzupełniła treści muzyczne pobudzając wyobraźnię widzów.

Z pewnością czoła należy pochylić przed pomysłodawcami, współorganizatorami i realizatorami „Szant w Operze”. Mimo dość sporej ilości występów (także zagranicznych) podjęli się nie lada wyzwania organizacji własnej imprezy, wydeptali ścieżki do sponsorów i dopięli na ostatni guzik każdy szczegół. 

Muzyka morza poza letnimi festynami z okazji dni miast lub gmin (z których jakością różnie bywa) ma rzadko możliwość wyjść poza własne środowisko odbiorców, a takie wydarzenia jak „Szanty w Operze” udowadniają, że melodie z dawnych pokładów zaserwowane w profesjonalny sposób mogą być atrakcyjne dla innej publiczności. 

Obecność pieśni morza na scenie Opery Śląskiej chyba już uznana została za coś oczywistego, wręcz oczekiwanego, gdyż gospodarze obiektu już zadeklarowali chęć wsparcia kolejnej edycji, na którą i ja z niecierpliwością czekam.


Szanty w Operze, 24.06.2017, Bytom

Galeria

Komentarze

dodaj własny komentarz
Jeszcze nie skomentowano tego artykułu.

Twoje konto

Newsletter

Zapisz się na cotygodniowy newsletter szantowy