W stronę folku

Demo wrocławskiego zespołu W Stronę Portu
Recenzje Kamil Piotrowski 5 grudnia 2016
Demo W Stronę Portu Fot. Kamil Piotrowski
Choć zespół W Stronę Portu z Wrocławia istnieje już ładnych kilka lat (od 2011), a jego członkowie mają za sobą naprawdę solidne doświadczenie muzyczne (m.in. Róża Wiatrów, ZKM Wrocław, Znienacka Project, F.A.N.T.), to nadal na koncie mają tylko płytę demo, wydaną pod koniec 2015 r. Znalazły się na niej cztery utwory, ale za to jakie. Nie można oprzeć się wrażeniu, że grupa płynie w dobrą stronę.

Grupa, wcześniej znana jako ZKM Wrocław, zmieniła nieco skład i instrumentarium, i moim zdaniem wyszło jej to na dobre. Pierwszy utwór, „Czarna Rafa”, z repertuaru wspomnianej (nieistniejącej) formacji Róża Wiatrów - Robert Ciesielski (gitara) i Piotr Onyszczuk (bas), to dawni członkowie RW - pokazuje skąd Portowcy pochodzą i w którą stronę zmierzają, poza portem oczywiście. Otóż zmierzają oni w stronę energetycznego, folkowego grania własnych i tradycyjnych utworów, ale już bardziej z wyczuciem, pomysłem (ciekawiej, niż to miało miejsce w ZKM Wrocław). Ich nowa wersja „Rafy” jest już inaczej zagrana, zaczyna się ciekawym intro i zaskakuje wejściem skrzypiec. Grająca na nich Małgorzata Dubowiecka to bardzo mocny punkt zespołu. Jej gra nadaje zupełnie innego charakteru tej pirackiej pieśni (i całej płycie). W stosunku do oryginału jest mniej „czadu”, więcej grania. Frontmen, Sebastian Łominicki (śpiew, whistle) nie sili się na kopiowanie poprzednika – i dobrze, a że potrafi zaśpiewać i lirycznie, i z ikrą, pokazuje zarówno w balladzie „Dwie siostry” (sł./muz. P. Onyszczuk) oraz dynamicznym „Ferryland” (sł. P. Onyszczuk, muz.trad.) znanym z repertuaru Great Big Sea. Dużo ciepłego brzmienia daje utworom gra Roberta Mojrzesza. Szkoda, że już z zespołem nie współpracuje, bo to bardzo dobry instrumentalista, o czym już parę razy na żywo mogłem się przekonać. No i wreszcie zmiana perkusji na bodhran (Paweł Siemieniec), to kolejny z dobrych ruchów zespołu.

Zaskoczeń pozytywnych tu sporo, ale największym jest szanta „Fire Marengo”, pociągnięta jak trzeba, a cappella, ze swadą przez Piotra Onyszczuka. Dobra robota! Czuć, że zmierzają do dobrego portu.
Dzięki tym zmianom wszystko nagle zaczęło hulać. Słucha się tej demówki naprawdę dobrze, i tylko żal, że taka krótka. Pozostaje zapytać, kiedy debiutancka płyta?

Komentarze

dodaj własny komentarz
Jeszcze nie skomentowano tego artykułu.

Jesteś tutaj:

Twoje konto

Newsletter

Zapisz się na cotygodniowy newsletter szantowy