Udany debiut

„Set Sail” Old Marinners
Recenzje Kamil Piotrowski 5 października 2015
Rozkładówka książeczki CD Fot. Press
Płyta jest dobra, gdy zaskakuje. Zwłaszcza gdy zespół gra już kilka lat, tym bardziej na płycie debiutanckiej powinno znaleźć się coś nowego, nieznanego dla tych, którzy „wiedzą czego się spodziewać”. Młodej grupie Old Marinners ze Skarżyska-Kamiennej niewątpliwie udało się mnie zaskoczyć. Ich debiutancka płyta, która właśnie się ukazała, to dobry folk, nie tylko morski.

Takie płyty jak „Set Sail”, cieszą mnie podwójnie. Po pierwsze dlatego, że są debiutem, co oznacza, że coś nowego się na naszej scenie jednak dzieje. Po drugie, i ważniejsze, że na płycie dużo jest odniesień i inspiracji dawną muzyką morza. I jedno, i drugie to ostatnio niezmiernie rzadkie zjawisko.

Premiera krążka odbyła się 19 września, w Miejskim Centrum Kultury w Skarżysku-Kamiennej, a znalazło się na nim 14 utworów, o mieszanym charakterze – od instrumentalnej muzyki folkowej, przez inspiracje pieśniami kubryku, szantami, po utwory współczesne, w tym autorskie.

Do piosenek, które mnie zaskoczyły, i to bardzo pozytywnie, bo nie słyszałem ich wcześniej w wykonaniu grupy, należą dwie pieśni prowadzone głosem Magdy Bolechowskiej. W obu odkryłem Magdę w, nowej dla mnie, roli solistki (i Mateusza Bolechowskiego jako tłumacza). W Old Marinners liderem (i autorem większości tekstów), jest Arek Rurarz. Jego głos zazwyczaj słychać ze sceny, ale jak widać, są od tego odstępsta, i bardzo dobrze.

Pierwsza pieśń w wykonaniu Magdy to „Do roboty”, w oryginale „Laddie Are You Workin” Heather Alexander, przetłumaczona (i lekko dopasowana do naszych realiów) przez Mateusza (na płycie więcej jest jego tłumaczeń, bardzo dobrych). Przy okazji odkryłem panią Alexander:

W wykonaniu Magdy i zespołu udało się zachować klimat tego utworu, nie kopiując dosłownie oryginału, a pokazując charakter i sposób pracy grupy, która znanym utworom tradycyjnym, czy współczesnym, nadaje własny szlif.

Drugi, to ballada „Dzikie gęsi”. W oryginale to szanta fałowa „The White Goose”, tu śpiewana przez nieodżałowanego szantymena, śp. Louisa Killena:

Wersja Marinnersów oparła się jednak o wykonanie jednej z ciekawszych angielskich pieśniarek i songwriterek – Kate Rusby:

I znów własna interpretacja, choć już bardziej zbliżona do źródła.

Kolejnym zaskoczeniem na płycie jest, znany w irlandzkich pubach na całym świecie, standard „Parting Glass”. Na płycie zaśpiewany prosto, folkowo (ten głos!) przez gitarzystę Old Marinners - Grzegorza Ziętkowskiego. Piękna rzecz.

Odsłuchuję też częściej marinnersową wersję szanty „Hanging Johny”, znanej mi wcześniej z wykonania a cappella, nieistniejącego już, bytomskiego zespołu Segars (i tłumaczenia Marka Szurawskiego). Tu z równie dobrym tłumaczeniem Mateusza i towarzyszeniem całego potencjału instrumentalnego Old Marinners. Bardzo fajna wersja, do bujania, choć historia, o której opowiada Arek, jest średnio zabawna. Jak widać poniżej, nie tylko OM się przy jej śpiewaniu dobrze bawią:


Wielu być może oburzy się na takie „traktowanie” tradycyjnego materiału, ale ja popieram taką „twórczość”, zwłaszcza w przypadku, gdy przeróbki dokonują muzycy, którzy wiedzą co to szanta, folk morski, a przecież i cytowani tu Great Big Sea, i Old Marinners są wyedukowani w temacie morskiej tradycji i z pewnością nowe wersje starych utworów czy wręcz interpretowanie szant poprzez inne nurty z pewnością tym ostatnim nie zaszkodzą.

Z tradycyjnych melodii są tu jeszcze „Shiny Oh!” (z tekstem Grzegorza „GooRoo” Tyszkiewicza), „Dziewczyna marynarza” (nie mogę sobie teraz przypomnieć tytułu oryginału), „Moby Dick”:

czy wreszcie „Pod Banderą Czarnego Sama”. Znalazłem m.in. takie wykonanie oryginału, czyli „Mr. McGuire”:

W tym przypadku tekst został napisany od nowa, i odbiega tematem od irlandzkiego ludowego songu.

Osobiście uważam, że pakowanie tekstów o tematyce morskiej do każdego irlandzkiego, angielskiego, bretońskiego czy, nie daj Neptunie, do innych utworów ludowych, jest złym kierunkiem. Tradycyjnego folku morskiego czy współczesnych ballad morskich, których u nas nikt jeszcze nie zaprezentował, jest cały ocean. Z drugiej strony to nie zarzut, bo muzyka folkowa tak właśnie się tworzyła, ktoś coś usłyszał, ktoś coś dopisał i nagle, po latach, w szancie odnajdujemy melodię znanej kolędy (kto poda przykład, weźmie udział w losowaniu 3 płyt Old Marinners – czekam na maile do 10 X). Ja jednak wolę, by oryginały tłumaczyć, no chyba, że faktycznie się nie da. Własne teksty lepiej sprzedawać w autorskich piosenkach.

I takie też są na płycie (teksty i muzyka Arka Rurarza, lidera OM), a mowa o piosenkach: „Dzielny ship”, „Mały szyper” czy „Korsarski bryg”. Tak brzmi ta ostatnia:

Kolejny tekst Arka, powstał, podobnie jak w „Hanging Johny”, do innego klasyka - „Fidllers Green” (autorstwa Pete'a Goble), tu w wykonaniu przewspaniałego folkowca, Tima O'Briena:

Przyznam, że choć wersję Pereł i Łotrów, z tekstem Michała Gramatyki, też lubię, to od teraz marinnersowa jest tą numer jeden. Bliższa oryginałowi także przez aranżacje i śpiew Arka, idealnie jak dla mnie oddający folkowy klimat. To najlepiej zaśpiewany utwór przez frontmena zespołu na tej płycie.

Słabym punktem „Set Sail” są utwory instrumentalne. Brzmią jakby wykonywane były na syntezatorze, a nie „fiddle”, i grane są jeszcze kwadratowo. Na początku grania wielu „folkowców” nie łapie jeszcze akcentowania czy ornamentyki charakterystycznej dla danej kultury, bo nie jest to istotne. Grają utwór, bo ma ładną melodię, jest znany, fajnie na to reaguje publiczność. W miarę nabierania doświadczenia, osłuchania się z muzyką Zielonej Wyspy, zmienia się podejście do jej odtwarzania. Nawet na polskiej scenie muzyki celtyckiej sporo jest grup, które grają folk irlandzki tak, jak im dyktuje słowiańska dusza, a nie kanony obowiązujące w regionie Donegal, Mayo czy Derry.

Niestety, o ile granie można poprawić, okładki już nie. Gdybym nie znał kapeli, na pewno okładka i książeczka nie zachęciłyby mnie do sięgnięcia po muzykę. Opakowanie płyty jest równie ważne, co muzyka. To ono decyduje czy zechcemy się z muzyką nieznanego nam zespołu zapoznać, czy nie. Ono też pokazuje, z jakim zespołem mamy do czynienia. W przypadku płyty „Set Sail” projekt poległ na liternictwie. Źle dobrane czcionki, psują efekt fajnego elementu na okładce. W książeczce z kolei jest sporo bałaganu, raz wersy tekstów zaczynają się z dużej litery, raz z małej, czasem spacje są przed, a nie po znakach interpunkcyjnych, a umieszczenie tekstów na fotografiach (też mam wrażenie przypadkowych) sprawiło, że zdjęcie się gubi, a tekst robi się nieczytelny. Ani wilk syty, ani owca cała. Szkoda, bo niewiele trzeba było tu zmienić, by było poprawnie. Projekt graficzny to niestety bolączka większości debiutanckich wydawnictw (i wielu nie debiutanckich też). Rzadko jeszcze zespoły sięgają po wsparcie fachowców, choć koszt projektu, w porównaniu do całości kosztów, jest marginalny.

Jednak mimo tych paru mankamentów, cieszę się, że płyta wreszcie się pojawiła, bo jest to bardzo udany i ważny debiut dla sceny folku morskiego. Życzyłbym sobie choć kilka takich debiutów w roku.

Jestem przekonany, że droga jaką obrali Old Marinners, i paru przed nimi, jest dobrą drogą i można polecić ją wszystkim zespołom, które myślą o tym, by zaistnieć na t.zw. scenie szantowej. Jest u Marinnersów zarówno szacunek dla tradycji i potrzeba szukania i tworzenia czegoś nowego. Jest akustyczne instrumentarium (charakterystyczne dla folkowego grania) i elektryczne, a łączenie światów w XXI w. to jak dla mnie, dobry pomysł, bo daje dużo możliwości, i tak jak 10, 20, 30 lat temu, jest wart naśladowania. Trzymam kciuki. A do płyty Old Marinners będę z pewnością wracał.

Lista utworów:

  1. Ballydesmond Polka
  2. Pod Banderą Czarnego Sama
  3. Do roboty
  4. Hanging Johnny
  5. Korsarski bryg
  6. Dzielny ship
  7. Dziewczyna marynarza
  8. Dzikie gęsi
  9. Moby Dick
  10. Fiddlers Green
  11. Shiny Oh!
  12. Mały szyper
  13. Parting Glass
  14. Czas powrotów

 

„Set Sail” Old Marinners, 21.08.2015, Soliton
Portal Szanty24.pl jest patronem medialnym wydawnictwa

Komentarze

dodaj własny komentarz
Jeszcze nie skomentowano tego artykułu.

Jesteś tutaj:

Twoje konto

Newsletter

Zapisz się na cotygodniowy newsletter szantowy