Stabilizacja Nad Kanałem

III Festiwal Morza „Nad Kanałem”
Relacje Michał Nowak 26 października 2012
III Festiwal Morza "Nad Kanałem" Fot. Kryspin Pluta
Trzecia edycja gliwickiego Festiwalu Morza Nad Kanałem potwierdziła słuszność kursu obranego od samego początku jego istnienia przez organizatorów, czyli prezentowania tego co w polskim folku morskim najlepsze. Impreza może nie przyniosła w tym roku wielkich wydarzeń, ale na pewno stała na bardzo solidnym poziomie.

Trzecia edycja imprezy oznaczała kolejną przeprowadzkę. Tym razem był to niejako powrót „do domu”, do Starej Fabryki Drutu, czyli tam, gdzie wszystko się zaczęło. W dodatku naprawdę „nad kanał”, bo wystarczyło minąć bramę fabryki, przejść przez ulicę, by zobaczyć miejsce, gdzie ponad 200 lat temu wykopano Kanał Kłodnicki, szlak wodny łączący Śląsk z Odrą i Bałtykiem. Dziś to tylko zagłębienie w terenie, na dnie którego ułożono wielki rurociąg. Za kilka lat ma tu zostać zbudowana Drogowa Trasa Średnicowa.

Wracając jednak do festiwalu - można powiedzieć, że jego trzecia edycja była zarazem pierwszą międzynarodową. Wszystko za sprawą Pata Sheridana z Irlandii, który wystąpił zarówno solo (fantastyczna interpretacja ballady A.L. Lloyda The Ship in Distress oraz dobrze w Polsce znany Ratcliffe Highway), jak i w towarzystwie Brasów i Sąsiadów. O ile do kooperacji Pata z Brasami polski bywalec scen festiwalowych mógł się już przyzwyczaić, o tyle wspólny występ z Sąsiadami był nowością. Oba występy świetne, zabrzmiało kilka znanych szant. Niestety, kapitalna „szantowa mantra” Come Down, You Roses została popsuta przez akustyka, który nie włączył mikrofonu wchodzącemu na scenę Patowi, przez co słychać było głównie chóralne tło Brasów. Poza jednak nieporadnością przy personalnych zmianach na scenie, nie można się do jego pracy przyczepić, poprawnie sterował dźwiękiem w trudnej do nagłośnienia sali.

Liczne wspólne występy, mieszane składy to już znak firmowy gliwickiej imprezy. Innym powoli stają się nietypowe otwarcia (pamiętne ubiegłoroczne pochodnie w ruinach teatru). O ile finałowe all hands z Pożegnaniem Liverpoolu wpisuje się w kanon, to jednak rozpoczęcie pieśnią Pora w morze nam odśpiewaną przez wszystkich wykonawców na pewno nie należy do typowych.

Typowa nie była na pewno ilość... tortów na scenie. Uczczono bowiem, niekoniecznie okrągłe, urodziny Brasów, Sąsiadów i... Pata Sheridana.

Występ samych Brasów, który festiwal rozpoczął, pozostawił we mnie mieszane uczucia. Cenię u nich twarde, męskie szanty, poszukiwania muzyczne na Północy i... Wschodzie (Ej uchniem). Niezbyt jednak jestem przekonany do utworów w rodzaju Walczyk pokładowy albo refrenów typu dzisiaj to ostatni raz marynarze dają w gaz. Na niezobowiązujące imprezy plenerowe - tak, na renomowane festiwale - niekoniecznie.

Znakomity występ dała Marta Śliwa. Od dawna zdaję sobie sprawę z jej walorów wokalnych i muzycznych, teraz jednak udowodniła również, że ma potencjał prawdziwego estradowca. Świetny kontakt z publicznością, znakomity własny repertuar, nawet problemy z przypomnieniem sobie tekstu Czarnej Julki były w tym kontekście tylko zabawnym epizodem. Oznajmiam tym, którzy jeszcze nie zdają sobie z tego sprawy: Marta to już postać z najwyższej półki żeglarskiej krainy łagodności.

Grupa Indygo wystąpiła w fabryce już po raz drugi. Tym razem w nieco odmienionym, w porównaniu z 2010 rokiem, składzie (bez Anety Daszkowskiej i Julii Niestrój, za to z nową postacią - Sarą Mroczkowską). Widać, że dziewczyny nie spoczywają na laurach, cały czas wprowadzają do swojego repertuaru nowe elementy (np. Fisherman's Lassie czy Rolling Up, Rolling Down).

Gospodarze festiwalu, z Mirosławem Walczakiem (ex-Duan) w miejsce Eli Król w składzie, pokazali to, co w ich repertuarze najlepsze. Z racji personalnych zawirowań nie było tym razem premier, cieszy reaktywacja Japońskiego frachtowca, polskiej wersji chwytliwej piosenki Jerry'ego Cassaulta, tu odśpiewanej wraz z Brasami i Qftrami.

Qftry miały wystąpić już rok temu, udało się dopiero teraz. Ich występ, wypełniony hitami znanymi z niemal wszystkich albumów grupy, został gorąco przyjęty. Także i oni wprowadzają do swego repertuaru elementy rozrywkowe: Serwus panie Chief z repertuaru Filipinek pokazał, że chłopaki mogliby równie dobrze śpiewać w kabarecie.

I choć w tym roku nie było (przynajmniej oficjalnie) tawerny festiwalowej, choć widownia była mniej liczna niż na inauguracji sprzed dwóch lat, to jednak trzecia edycja „Nad Kanałem” była taka, jak być powinna - bardzo solidna, dobrze zorganizowana. Wielkich niespodzianek nie było, ale było sporo mniejszych. Tak trzymać.


III Festiwal Morza Nad Kanałem” , 20.10.2012 r., Gliwice
Portal Szanty24.pl był patronem medialnym wydarzenia

Festiwal odbył się dzięki wsparciu Samorządu Miasta Gliwice, firmy QNT Systemy Informatyczne i Szanownej Publiczności. Organizatorem jest Stowarzyszenie GTW, a pomagali przy organizacji Fundacja Folk24, Śląski Yacht Club, Stara Fabryka Drutu. Festiwal wyprodukowała Agencja Invini, a patronami medialnymi obok Szanty24.pl byli: Magazyn Żagle, Folk24.pl, info.gliwice.pl, dwamiasta.pl i Radio Plus.

Kup przez internet

Komentarze

dodaj własny komentarz
  • 2 z 2 osób uznało tę wypowiedź za pomocną
    Kamil Piotrowski Bytom / Polska 27 października 2012, 0:15
    Michale, premiera u Sąsiadów była - "Dworski parobek", z irlandzkim motywem, skomponowanym przez Mirka w środku piosenki. W Polsce zabrzmiał po raz pierwszy, a powstał na potrzeby wspólnego z francuskim Les Dieses, projektu.
    Czy ta wypowiedź okazała się pomocna? Tak Nie
  • 1 z 1 osób uznało tę wypowiedź za pomocną
    Artw 28 października 2012, 18:14
    Jako wiernemu fanowi Brasów nie jest mi łatwo,ale taka jest prawda:był to najsłabszy występ chłopców jaki słyszałem i byli tego dnia najsłabszym zespołem w Fabryce Drutu:(
    I wcale nie chodzi tu o dobór repertuaru.I Walczyk i Ostatni raz są w repertuarze "od zawsze" i wielokrotnie się wybroniły,były też bardzo dobrze przyjęte przez publiczność.
    Czy nadają się na poważny festiwal?A czy ten festiwal był poważny? Na szczęscie nie,było dużo zabawy i humoru i świetny występ Qftrów na pograniczu muzyki i kabaretu.
    Co złego było u Brasów?Pierwsza rzecz to walka z czasem.Występ był króciutki bo taki musiał być,kilku członków zespołu musiało zdążyć do innych zajęć,nawet bisów nie było.
    I zabrakło bardzo wielu świetnych utworów.Druga rzecz to nagłośnienie.Autor recenzji z festiwalu chwali akustyka.Chyba nie słyszał prawidłowo nagłośnionego koncertu Brasów.
    To zespół profesjonalistów,dla których ogromne znaczenie mają współbrzmienia wybrzmiewania,zróżnicowanie głosów.A tu wszystko brzmiało jakby chłopcy śpiewali do
    wspólnego mikrofonu,w dodatku wypchanego watą.Żal było słuchać Wolfa,jego głos brzmiał albo miękko albo mięciutko,bez ostrości i dynamiki,całkiem zginął Bufet.
    I według mnie to właśnie zadecydowało o słabym występie Brasów..
    Czy ta wypowiedź okazała się pomocna? Tak Nie
  • Gość 28 października 2012, 21:29
    Cóż - ja słyszałem jak BRASY śpiewają bez akustyka i to wcale nie przy ognisku... Brak czasu? Tak - to prawda - właśnie czas "gonił", jak to mój szacowny przedmówca (przedpisarz:-) ) powiedział. Czy festiwal jest "renomowany"? Czy ma być "poważny"? Ot - rzecz gustu. Świetne było jak dla mnie wspólne śpiewanie - ot, ciekawy i mądry "przerywnik" i dbałość o to aby nie było zbyt monotonnie... Troszkę zawiodłem się na "oficjalnej premierze" płyty BRASÓW. Ale świetnie że ta płyta jest:-) A "walaczyk"? Ot - przecież jakoś trzeba choć troszke "rozkołysać" publicznośc:-) Marynarze dają w gaz...:-) Pewno że dają i można o tym fajnie zaśpiewać:-) - zapewne wiekszość ludzi się uśmiechnie. Nie widzę w tym nic złego:-)
    Może tylko tyle:-) - i tak pewno zbyt wiele:-)
    No i jeszcze jedno - KONIEC..
    Jestem może starej daty - więc ta ostatnia pieśn festiwalu powinna być jednak odśpiewana z powagą. Nie chodzi mi tu o wspaniały głos Cicika:-) - było to fajne:-) ale może podzielić to jakoś na dwie części? Tą wesołą, z wygłupami i tą jakoś pełną nostalgii. Bo przecież takie jest "Pożegnanie"... Dwie zupełnie odrębne, przedzielone głosem zapowiadającego czy też gospodarza Festiwalu? Czy tak czy inaczej - do zobaczenia w przyszłym roku:-)
    Czy ta wypowiedź okazała się pomocna? Tak Nie
    • 1 z 1 osób uznało tę wypowiedź za pomocną
      figa 9 listopada 2012, 7:13
      nienawidzę Pożegnania L., którym kończą się festiwale, po prostu mam jej tak dosyć, że prawie [s]rzy,[/s] (rozpędziłam się ;-) ) wychodzę :-).

      ktoś wyżej:
      Niezbyt jednak jestem przekonany do utworów w rodzaju Walczyk pokładowy albo refrenów typu dzisiaj to ostatni raz marynarze dają w gaz. Na niezobowiązujące imprezy plenerowe - tak, na renomowane festiwale - niekoniecznie.

      Jak uwielbiam Brasy za niskie brzmienie, które mi w brzuchu rezonuje, tak tych plenerówek totalnie nie cierpię. Co nie znaczy, że nie śpiewam ich z zespołem, stojąc pod sceną ;-) zaraźliwe są, jak disco polo...

      Dziadku Władku - byłbyś łaskawszy, jako wszędobylski bywalec ;-) dla pięknego głosu Cicika :-) To nie był wygłup, tylko najprawdziwsze wzięcie W PEŁNI udziału. Trza było odwagi.
      Czy ta wypowiedź okazała się pomocna? Tak Nie
Zobacz więcej

Twoje konto

Newsletter

Zapisz się na cotygodniowy newsletter szantowy