szanty24.pl > ocean wiedzy > z wiatrem > Kołysanka i nie tylko
Autor: Viletta Daniela Pastwa
04.02.2010, g. 13:00

Niedawno ukazał się w Internecie teledysk do utworu „Kołysanka dla Gdańska” zespołu SHANTYMENTALNI, nagrodzonego przez Marszałka Województwa Pomorskiego w zeszłorocznym konkursie „Szanty pod Żurawiem”. Teledysk zespół prezentuje tutaj: www.youtube.com/watch.
V.P.: Rozmawiam z Piotrem „Słupkiem” Słupczyńskim o kołysance i nie tylko o niej. Może zdradź trochę szczegółów z powstania tego teledysku.
P.S.: Po raz pierwszy „Kołysanka dla Gdańska" zaprezentowana została na Ogólnopolskim Festiwalu Szantowym „Szanty pod Żurawiem 2009” i otrzymała nagrodę główną Marszałka Województwa Pomorskiego za „Najciekawszą szantę o tematyce pomorskiej”. Pomysł na napisanie piosenki o Gdańsku zrodził się jednak dużo wcześniej. Do dziś napotykam w szufladach i kieszeniach kartki, na których widnieją niedbale zapisane zdania „prototypu” kołysanki. Jest tego sporo, więc może kiedyś powstanie kolejna piosenka o tym pięknym mieście. Gdańsk to miasto kontrastów. Od kilku lat grywam na Galeonie „Lew” pływającym po Motławie wzdłuż stoczni aż po Westerplatte. Obserwuję jak moje miasto zmienia się. Czy na gorsze, czy na lepsze – historia oceni. Patrząc na obojętnie jaki obraz widzimy nawet to, co nie jest namalowane. Chciałem stworzyć właśnie taki „obraz”, który opowie o mieście i ludziach w nim mieszkających. O ich historii, odwadze i szarej rzeczywistości.
Zegar północ wybija miarowo i tak płynie czas
Bardzo różni się nasze życie od tamtego sprzed lat.
Nie cumują żaglowce przy kei, już nie śpiewa się szant
Dźwigi portu stanęły w bezruchu, jakoś zmienił się świat.
(Z „Kołysanki dla Gdańska”, sł. i muz. Piotr Słupczyński)
V.P.: Chciałam zatrzymać się na chwilę przy tej właśnie zwrotce, która pochodzi z „Kołysanki dla Gdańska". Jak w świetle dyskusji o randze i znaczeniu szant współcześnie
postrzegasz ten nurt muzyczny?
P.S.: Dzisiejsi „nowi” szantymeni to często ludzie zza biurek, którzy morze widzą w czasie urlopu, a żaglowce na zlotach. Mamy kilku wspaniałych szantymenów i kilka zespołów, które zasługują na miano szantowych. Pozostałe zespoły, w tym i nasz, to kapele grające folk morski i piosenkę żeglarską. Mogę się poszczycić tym, że zaszczepiłem morskiego bakcyla w tysiącach słuchaczy. Gram nie tylko własne kompozycje, ale i covery. Mimo, że w „świecie szantowym” przyjęło się, że śpiewanie pieśni masowego rażenia, piosenek takich jak m.in. Keja, Hiszpańskie dziewczyny czy Przechyły uchodzi za cover-bandowe granie, to ja i nasz zespół chętnie sięgamy
po ten repertuar. Muzycy często zapominają, że to my jesteśmy dla ludzi. Staramy się o tym pamiętać. Napisano wiele wspaniałych utworów, które powinno, a wręcz trzeba
kultywować.
V.P.: Z Kołysanki przebija nuta tęsknoty za tym co było, ale też definitywnie stwierdzasz, że „zmienił się świat”. Czy uważasz, że entuzjastów tej muzyki przyciąga wyłącznie to
wspomnienie, czy jeszcze można tworzyć obecnie szanty?
P.S.: Dla mnie szanty to gatunek, który umiera wraz z ostatnimi prawdziwymi szantymenami. Nie można pisać nowych pieśni o czymś, czego się nie przeżyje i nie zobaczy. To jak rozmowa ze ślepym o kolorach. Moje piosenki koło szant nie leżały! To, co piszę, to ballady i folk. Codziennie jadąc do pracy mijam stocznie i stojące tam dźwigi. Coraz mniej widzę stoczniowców idących do pracy i coraz mniej koło mojego okna przepływa statków z polską banderą. W Gdańsku, czy Gdyni, powoli zanika duch marynistyczny. Owszem widać czasami jak do portów wpływają wielkie kontenerowce i masowce, ale to już nie to. „Zmienił się świat” z mojego dzieciństwa, kiedy to wraz z matką i rodzeństwem czekaliśmy, aż statek mojego ojca zacumuje przy kei Dalmoru. O czym więc mamy pisać szanty? O wymianie załóg na lotnisku w Rębiechowie? O stoczniowcach stojących w urzędach pracy? Trzeba się przyzwyczajać do tego, że czas nieubłaganie płynie i nie mamy na to wpływu. Możemy więc powspominać dawne czasy „uwięzione” w starych szantowych pieśniach i piosenkach.
V.P.: Zespół „Shantymentalni” nie uzurpuje sobie praw do uznania ich za zespół szantowy. Muzyka, którą prezentujecie jest tym, co gra wam w duszy i reprezentuje połączenie różnych stylów. Znajduje to uznanie wśród publiczności, koncerty są bardzo udane, zespół wykonawczo uznawany za profesjonalny. Jak to się jednak ma do waszego udziału w festiwalach i poddaniu ocenie jurorów?
P.S.: Wielokrotnie słyszeliśmy werdykt jurorów, który wydawał nam się dziwny: „Jesteście profesjonalistami, ale nie powinniście grywać już w konkursach”. Jeśli jest tak dobrze to, dlaczego nie jesteśmy zapraszani jako gwiazdy? To, co mnie irytuje w „świecie szantowym” to fakt, że zespoły, które wygrywają edycję festiwalu nie są zapraszane w następnym roku na ten festiwal jako gwiazdy. Myślę, że warto zobaczyć, co zespół wypracował przez 12 miesięcy. Pewnie nie spodoba się teraz to, co powiem, ale festiwal do festiwalu jest podobny. Te same gwiazdy, często ten sam repertuar. Nie daje się szans młodym zespołom.
V.P.: Jesteś znany z nieposkromionego charakteru, który trudno się podporządkowuje zastanym regułom, najbardziej lubisz robić swoje i to po „słupkowemu”. Przejawia się to także w Twojej twórczości, która nie unika wyzwań. Połączenie tematów morskich z góralskimi, ciekawe aranżacje, łącznie z wzbudzającą spore kontrowersje wersją tak znanego utworu, jak „Keja”. Jakie masz plany związane z występami Twoimi i zespołu? Czym nas jeszcze zaskoczysz?
P.S.: W tym roku braliśmy udział w konkursie Shanties. Po raz kolejny usłyszeliśmy, że jesteśmy dojrzałym i profesjonalnym zespołem, ale mimo to nie dostaliśmy się na Shanties 2010. Opinia publiczna była zaskoczona tak samo jak my! Wydaje nam się, że jesteśmy „z innej bajki”. Gramy to, co czujemy i rozumiemy. Znane covery staramy się grać po swojemu. Powoli zaczynamy rozumieć, że w świecie szantowym nie chodzi wyłącznie o muzykę i dobrą zabawę. Scena to często miejsce pracy. Niestety i tu dotknął nasz syndrom „wyścigu szczurów”. My też gramy m.in. dla pieniędzy i nie wstydzę się tego! Słuchacz nie wie ile kosztuje sprzęt, czas – często zabierany rodzinie. Kochamy to, co robimy! Fajnie jest mieć pracę, którą się lubi. Plany? Szykujemy się do sezonu i powrotu na scenę countrową. Nie kończymy ze sceną szantową. Ale za radą jurorów postanowiliśmy, że w konkursach nie będziemy brać już udziału.
Korzystając z możliwości zapraszamy na nasze koncerty wszystkich tych, którzy przez tyle lat wspierali nas w tej „sztormowej walce” scenicznej. 14 lutego (Walentynki) grać będziemy w Piwnicy Krugera na ul. Długiej w Gdańsku. Będą to nasze najbardziej okrągłe urodziny – ósme. W tym dniu przypadają też Walentynki, więc cały koncert będzie w klimacie romantyczno-shantymentalnym.
Zdj. z występu zespołu Shantymentalni na Festiwalu "Szanty pod Żurawiem" 2009 autorstwa Mariusza Bartosika.
Nie ma jeszcze żadnego komentarza do tego artykułu. Bądź pierwszy.
Dookoła Wody Festiwal - z szacunkiem dla żywiołu, troską o powodzian 29.07.2010 12:24Dookoła Wody Festiwal to wielobarwna, wielokulturowa i fascynująca...
GKS - z pamiętnika organizatora 19.07.2010 13:43Rok temu wszystko robione było pierwszy raz. Rok temu była wielka...