szanty24.pl > ocean wiedzy > z wiatrem > archiwum > Świąteczne...
Autor: Michał Gramatyka
24.12.2009, g. 8:51

Rozszalało się świątecznie środowisko Szantymenów. Najpierw na jaskrawe prowokacje niejakiego Gramatyki odpowiedziała Monika Szwaja a potem głos zabrał sam Siurawa. Ale, po kolei.
Betlejemska Iliada (Monika Szwaja)
Dwa orszaki podążały do Betlejem pewnej nocy;
oba świetne, oba liczne, a śpiewały z całej mocy.
W jednym tuż za Mendygrałem szantymenów kwiat pomyka,
w drugim kwiecie równie zacne Michał wiedzie Gramatyka.
Orszak pierwszy dużo starszy tyleż wiekiem, co urzędem;
Koval mówi, że SZANTUZY - przez pustynię idą rzędem.
Owszem, jest tam paru młodszych - wszak niezbędne królom pazie!
Idą godnie i pomału, posapując raz przy razie.
Drugi orszak młody, prężny, szantymeny niczym ciacha,
lecz nie tylko wzrok nam cieszą - co szantymen, to zdolniacha!
Przez gorący piach pustyni idą sobie raźnym krokiem,
wypatrują jasnej gwiazdy, co zwycięży z nocnym mrokiem.
Niezbadane są wyroki! Choć przewidzieć czasem da się...
Jeśli nawet dwa orszaki nie spotkają się na trasie,
to rozumiesz chyba sam to, Czytelniku - Przyjacielu,
że w tę samą idąc drogę, muszą zetknąć się u celu!
Cóż więc będzie, co się stanie, gdy się zejdą adwersarze?
Aniołowie koło żłóbka zatroskane mają twarze,
bo choć nisko dziś latają, boją się te boże sługi:
nie poradzą gdy się zacznie jakiś Grunwald tutaj drugi!
Ha! Już doszli. Już się widzą. Już Mendygrał schmurzył lice
i przez posły śle dwa miecze odważnemu Gramatyce.
Wydobyto z futerałów jakie kto miał instrumenty,
nie orszaki już, lecz armie - zaraz ruszą w bój zawzięty!
I byłoby się Betlejem zamieniło w Grunwald nowy,
gdyby w niebie jeden anioł nie był taki pomysłowy:
sytuację wnet ocenił i minęła krótka chwila,
a już wiedział, co trza zrobić - już po Stana śle Hugilla.
Dziadek zlazł ze swojej chmurki, gdzie się właśnie raczył rumem.
Czyście, głupki - rzekł z prostotą - pożegnali się z rozumem?
Takie burdy, taki huczek, i przy świętym tak Dzieciątku?
Lepiej byście zaśpiewali - tylko piano! - Pacholątku!
Wszystkim głupio się zrobiło, bo też o co tu się kłócić?
Stan zrozumiał, że spokojnie może już do nieba wrócić,
a klan cały szantymeński wespół w zespół, jak aniołki,
nad Dzieciątka kołyseczką, długo śpiewał kolędziołki...
Kilka godzin później ozwał się głos z samego Lublina. Wypowiedział się Marek Szurawski.
Od Marusia odpowiedź; mała strofek kupa
A kto nie rad, ten Świąteczna, ale jednak Dupa.
Ech! Wy Kochane Moje Wszystkie Kocmołuchy!
Łby Wam od tych wierszydeł spuchły jak poduchy
Choć jedwabistym połyskiem puch konceptu świeci
Przyznaję - każde z Was wierszyki przyzwoicie kleci
Rymy biegną gładkie, skrzące, nie od Jasnej Góry,
Rozjaśniając grudniowy firmament ponury
I dobrze, bo się klimat zmienia diametralnie;
Ponoć epoka lodu zbliża się nachalnie
Co opóźnić może - w nie na próżnej walce
ciepło Waszej przyjaźni w każdej kolędałce
Co odbieram wzruszony i w szczerej podzięce
Bo to najlepsze lekarstwo na me skołatane serce..
Mam tylko jeden problem, i nim chce się dzielić
Jak ten lodowiec niedługo, co się będzie cielić
Choć kumpli lubię, szyk trochę wypaczę
I swą obecność w pochodzie zaznaczę inaczej
Brzydzę się marszem zbyt długim, nie lubię też tłoku
W którym się czuję jak koń bez obroku,
Głodny luzu, wyciszeń, drobiny nostalgii
Chociaż tej spokojnej, jak z przymorskiej Walii
Więc poczekam na Was w Stajenkowej Szopie
I nim beczką rumu z Wami się ożłopie
(Bo idę na maksa, nie na żadne mini
Nie deko kiełbasy, ale pół co najmniej świni!)
Walnę się jak długi przy Bożej Dziecinie
I na małych "dringach" czas mi błogo minie.
By Łaszek z "łysym Jackiem" wreszcie się spiknęli
To drink pierwszy, drugi by Was anieli, a nie diabli wzięli
(Co Monisia pewnie spisze w jakiejś książce w lecie
A Mendruś z Kowalem ujmą w kabarecie
Tworząc zabawne, choć żeglarskie "wice"
bezbłędnie oddane przez Stare Dzwonnice).
I trzeci, by niebieska rosa jak strumień araku
Wszystkim ziemskiej tłustości dodawała smaku
I by proces ten intensywny trwał możliwie długo.
Nim skreślę się i nazwę Waszym niskim sługą
Psiknę sobie jeszcze "dring" czwarty, nieduży
By błogostan utrzymać nim się Bozia wkurzy
Choć intencją zbożną serce Wam ucieszy
I co - mam nadzieję - jednak mnie rozgrzeszy
Otóż by ospałe niedojdy, co dzisiaj bez siły
W "mrawe dojdy" w tych dniach rączo się zmieniły
A sobie życzę - "dring" piąty mieszając
I na śpiącą Dziecinę czule spoglądając
Bym - czy mam czasu dużo czy też już niewiele
Czy bujam się na pod żaglem, czy klęczę w kościele
Czy w nawale zajęć, upału czy chłodu
zawsze był o te pięć dringów przed Wami do przodu.
Wasza odświeżona i wciąż mrawa - Siurawa
strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >
01. 09:46, 24.12.2009
Dodał: figa (napisanych komentarzy: 53)
strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >