szanty24.pl > ocean wiedzy > różności > Mój pierwszy raz
Autor: Katarzyna Wolnik-Sayna

Choć to mój 10 festiwal, z tej perspektywy i w takim wymiarze oglądany po raz pierwszy z krzesła jurora.
Ustalmy coś na wstępie - wszystko, co było kiedyś, było lepsze, zabawniejsze, ciekawsze, z większym polotem, bardziej spontaniczne* ( /*niepotrzebne skreślić). Dlaczego? Bo byliśmy młodsi ładniejsi, szczuplejsi, bardziej wyluzowani, bez obciążeń i doświadczeń – to uwaga do wszystkich malkontentów, którzy zawsze znajdą dziurę w całym. Lubię krakowskie „Shanties” . I choć te parę lat temu był to zupełnie inny festiwal, to zachodzące w nim zmiany nie przytłumiły moich ciepłych wrażeń związanych z tą imprezą. Ale skupmy się na „tu i teraz” .
Jak pokusić się o ocenę takiej dawki muzyki? 8 godzin dziennie słuchania z krótką przerwą na mooocną kawę (bo inaczej zaliczasz przysłowiowego „kiwaczka” już w piątej godzinie produkcji scenicznych). Pewnie Was dziwi, że zaczynam od szczegółów technicznych festiwalu? Jak inaczej wyrazić swoją opinię, nie obejrzawszy wszystkich wykonawców?
Intensywne dyskusje na temat werdyktu (słuszności bądź nie) wyróżnionych zespołów, świadczą o tym, że dla środowiska jest to sprawa istotna - co oczywistym jest i dziwić nie powinno...
Piszę to po to, by w przyszłości ułatwić pracę kolejnym jurorom .Być może organizatorzy wezmą to pod uwagę. Co do samego festiwalu i jego zawartości artystycznej, to było przyjemne, ale nie powalające wydarzenie. Cieszę się, że to właśnie „Qftrom” przyznano nagrodę, bo to co zrobili, wywarło na mnie wrażenie. Przede wszystkim swoim poważnym podejściem do śpiewania, szacunkiem do widza i repertuarem wpisującym się w ten konkretny koncert, co normą nie było. Kto był, wie o czym mówię.
Krakowskie „Shanties” mają tę przewagę, że są pierwszą po dłuższej przerwie imprezą na taką skalę. Nic więc dziwnego, że wygłodniała publika przybywa z różnych stron do pięknego grodu Kraka, by uczestniczyć w tym festiwalu, wspólnym śpiewaniu, czy po prostu byciu z dawno niewidzianymi przyjaciółmi z muzyką w tle.
Zabrakło mi w tym roku koncertu, który byłby przemyślany (mówię o całości), może nawet wyreżyserowany. Po prostu widowiskowy. Takie próby tu były podejmowane i to z całkiem niezłym skutkiem. Byłabym niesprawiedliwa nie zauważając prób podjętych przez Sławka Klupsia czy „Perły”. Jednak większość koncertów, to pomimo ładnych haseł czy tytułów, niezłych wykonawców, przypominały przeglądy piosenek w domach kultury.
Nie wiem co jest przyczyną takiej formy prezentacji, która jest przecież ważna. Tym bardziej, że piosenki potrafią się w poszczególnych koncertach powtarzać. W drugim dniu festiwalu „zapowiadacz” (nawet ubrany w perukę) nudzi, a przecież do końca imprezy kolejne dni! Trzeba zadać sobie pytanie – czego oczekują widzowie? To przecież widownia jest papierkiem lakmusowym takich spotkań. Może warto pomyśleć o tym (kochani organizatorzy) czym tę publikę zaskoczyć? Czym się wyróżnić od innych tego typu imprez?
Na swoja pozycję Kraków pracował długo i szkoda by było, oddać palmę pierwszeństwa. Bo jeżeli nie jest to najważniejszy festiwal w roku, to dlaczego wzbudza tyle emocji, tych dobrych i tych złych? Dlaczego rzesze forumowiczów dyskutują , spierają się o często nieistotne dla całości szczegóły? Które spotkanie miłośników muzyki morza jest tak szeroko omawiane ?
Co do samej twórczości i wykonań, mam bardziej liberalne podejście niż Piotr Zadrożny, ale chciałabym by nie zatracono (przez różne, czasami dla mnie niezrozumiałe eksperymenty muzyczne) charakteru tego festiwalu. Czym się on będzie różnił od imprez - nazwijmy to umownie „lądowych”. Pewnie tym, że w tekście piosenek będzie coś o wodzie! To chyba nie wystarczy?
Muzyka morza, jak to kiedyś ładnie nazwał Marek Szurawski i tak ,,szarpie z gatunków muzycznych co ciekawsze i lepsze kąski” – ale wszystko w granicach przyzwoitości!
Na marginesie, dyskusje na temat: czym jest szanta, czy nie za głośno grają, czy nie za słabo, za smutno, za wesoło itp. (mnie osobiście interesuje prawdziwość wykonania) są oczywiście ważne, ale ja poszłabym nieco dalej... Czy nie zastanawia Was fakt że, pomimo tak wielu spotkań, koncertów, festiwali, wydanych płyt ciągle tkwimy w zaklętym kręgu stereotypu, że jest to coś gorszego niż inne działania na rynku muzycznym, że ta muzyka prawie nie istnieje w mediach, że propagowanie tej muzyki napotyka na opór materii? Szkoda, bo bywalcy festiwali wiedzą, że to krzywdząca opinia, ale to temat na zupełnie inną okazję .
Ot takie krótkie refleksje ku pamięci pierwszego razu. Niech następne będą lepsze! Czego, serdecznie pozdrawiając, sobie i Wam życzę!
strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >
01. 11:36, 22.03.2009
Dodał: kowal (napisanych komentarzy: 64)
02. 19:27, 11.03.2009
Dodał: McViking (napisanych komentarzy: 2)
03. 15:49, 09.03.2009
Dodał: mn (napisanych komentarzy: 85)
04. 14:48, 09.03.2009
Dodał: kowal (napisanych komentarzy: 64)
strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >