Kubryk z Keją i Zapieckiem

33 Łódzkie Spotkania z Piosenką Żeglarską „Kubryk”
Relacje Arkadiusz Rurarz 20 czerwca 2017
All Hands 33 Festiwalu "Kubryku" Fot. Mariusz Bartosik
Po raz trzydziesty trzeci fani tradycyjnego morskiego grania i śpiewania spotkali się w Łodzi, na jednym z najstarszych festiwali piosenki żeglarskiej w Polsce. Przez dwa dni na scenach klubowych i w domu kultury prezentowała się niemal cała czołówka t.zw. „polskiej sceny szantowej”. Znów nas „Kubryk” nieco zaskoczył, organizując dwa koncerty otwarcia, czy zapraszając grupę dawno niesłyszaną...

Kolejna edycja, kultowych dla wielu Łódzkich Spotkań z Piosenką Żeglarską „Kubryk”, rozpoczęła się w tym roku o tydzień później, niż zwykle. Tegorocznym eksperymentem i w pewnym sensie zaskoczeniem był koncert inauguracyjny, ktory równolegle odbywał się w dwóch miejscach: znanej i lubianej "Keja Pub" oraz w nowym Klubie Inicjatyw Twórczych Fundacji Zapiecek, w skrócie... Zapiecek.

Niezmiennymi walorami każdych edycji „Kubryku” jest często podkreślana tu jakość nagłośnienia, a także świadome kultywowanie tradycyjnych form wykonawczych i świadome omijanie „nowoczesnych trendów” w muzyce żeglarskiej, pojawiających się na innych festiwalach. W tym roku łódzki „Kubryk” z pewnością wszedł na falę wznoszącą, gdyż w porównaniu do roku ubiegłego, tegoroczna edycja skupiła dużo pokaźniejsze grono wykonawców, a i wydarzeń w ramach festiwalu było znacznie więcej.

Piątkowe preludium

Tegoroczną nowością było pojawienie się w programie pierwszego dnia festiwalu dwóch równoległych imprez. Oto bowiem oprócz koncertów w pubie „Keja”, współpracującego od lat z festiwalem, kubrykowa muzyka morza i jej wykonawcy zawitali także do „Klubu Fundacji Zapiecek”.

W „Zapiecku” wystąpiły grupy: North Wind, Cztery Refy, Gumowe Szekle i Mechanicy Shanty. Ci ostatni pojawili się tego wieczora także w „Kei”, koncertując obok Poszedłem na Dziób i Old Marinners.

Powroty, festiwalowy debiut, nagroda publiczności i kubrykowe premiery

Sobota obfitowała w szereg „smaczków”, które są warte podkreślenia, a zacząć należy od pojawienia się na scenie duetu konferansjerskiego. Do prowadzącego od zarania kubrykową konferansjerkę, uznawanego już niemal za symbol festiwalu, legendarnej postaci, którą z pewnością jest Andrzej „Śmigiel” Śmigielski, dołączył frontmen zespołu Banana Boat - Maciek Jędrzejko.

Kolejną z ciekawostek był powrót na Kubryk grupy Wikingowie, która na scenach festiwalowych pojawia się bardzo rzadko. Dali ciekawy koncert i podobnie jak zespół Poszedłem na Dziób otarli się o nagrodę publiczności. Osobiście bardzo ciekaw byłem występu tego drugiego, a zwłaszcza debiutu w ich składzie Janusza Olszówki (występującego przez lata z Ryczącymi Dwudziestkami). Choć osobiście jestem zwolennikiem form z bardziej rozbudowanym instrumentarium, to w tym przypadku, ciekawie prowadzone wielogłosy spowodowały, że gitara Marcina Magdziara wspierana czasem przez skrzypce Jaśka były tylko ciekawym uzupełnieniem brzmieniowym grupy.
Grupa North Cape, która ostatnimi laty konsekwentnie zwijała kubrykowe Nagrody Publiczności (ma ich na koncie 6!) podczas tej edycji wystąpiła w osłabieniu, gdyż z powodu choroby na scenie nie pojawił się etatowy bas zespołu Juliusz „Bufet” Krzysteczko. Życie jednak nie znosi próżni, a chwilowy wakat na stanowisku zespołowego basu zajął... Jasiek Olszówka. Dość spontaniczny pomysł wspólnego występu pojawił się w hotelu i uwzględniając okoliczności trzeba przyznać, że Panowie dali radę. Przypomnieli publiczności swój repertuar, a także zaprezentowali premierę specjalnie przygotowaną na „Kubryk” p.t. „Billy Of Tea”.

Pora przejść do laureatów nagrody publiczności czyli zespołu Sąsiedzi.  Tym razem na scenie grupa wystąpiła bez Kamila Piotrowskiego w składzie, ale za to pojawił się ex Sąsiad - Kuba Owczarek, który po odejściu z grupy dość często ostatnio koncertuje z zespołem. Dali bardzo dobry koncert, czego konsekwencją była zasłużona Nagroda Publiczności, w postaci - jak to na Kubryku - dobrowolnych datek zebranych wśród publiczności.

Mimo, że polskie środowisko muzyki żeglarskiej obserwuję dość uważnie, to jednak z debiutującą na Kubryku formacją Gumowe Szekle zetknąłem się pierwszy raz, a zespół istnieje, z przerwami blisko at 20! Była to najliczniejsza grupa występująca na festiwalu, posiadająca największe instrumentarium. Brzmieniowo kojarzą mi się raczej z grupami amerykańskimi, prezentując rytmy bliskie bluegrassowi i muzyce coutry.

Ciężko jest mi recenzować występ własnego zespołu, więc nadmienię jedynie, że wspólnie z Old Marinners odwiedziliśmy Kubryk po raz drugi, przygotowując na festiwal premierę utworu „Do Jamestown”. Ocenę samego występu pozostawiam publiczności.

Nie można oczywiście pominąć koncertu filarów programowych czyli grupy Cztery Refy, a także jej bratnich zespołów Flash Creep i North Wind. Występy jak zawsze świetne i pełne ekspresji.

Naturalną częścią większości festiwali żeglarskich jest kwestowanie na rzecz Andrzeja Grzeli. W Łodzi także puszka okrążyła salę koncertową, a dodatkowo po nastrojowym koncercie Ryczących Dwudziestek wylicytowano dwie butelki piwa sygnowanego przez zespół, które sprzedały się za 200 i 250 zł, zasilając oczywiście fundusz na rehabilitację chorego Qni.

Po zwyczajowym „Pożegnaniu Liverpoolu” na all hands, wszyscy chętni do dalszego śpiewania przenieśli się do klubu Fundacji Zapiecek, gdzie jeszcze przez kilka godzin trwały wspólne rozmowy i oczywiście śpiewy. Jak podkreślało wielu, był to jeden z lepszych afterków ostatnimi laty.

Podczas piątkowego koncertu stwierdziłem, że żeglarz zawsze dobrze się czuje na łodzi w kubryku i na Kubryku w Łodzi. Postanowiłem się tej tezy trzymać, a organizatorom życzę kolejnych podobnie owocnych edycji.

 

33 Łódzkie Spotkania z Piosenką Żeglarską "Kubryk", 26-27.05.2017, Łódź
Serwis Szanty24.pl był patronem medialnym wydarzenia

Komentarze

dodaj własny komentarz
Jeszcze nie skomentowano tego artykułu.

Twoje konto

Newsletter

Zapisz się na cotygodniowy newsletter szantowy