Klasyczny festiwal w klasycznym miejscu

XXIX Sea Music Festival, Mystic (USA), 13-15 czerwca 2008 r.
Relacje Grzegorz Majewski 5 czerwca 2013
Szantymaniak 2/2008 Fot. Press
Mystic Seaport, mały skansen na obrzeżach miejscowości Mystic w stanie Connecticut w USA, już po raz 29. gościł coroczny festiwal szantowy Sea Music Festival. Jak co roku pieśni morza zabrzmiały w miejscu, które od XVII wieku stanowi ważny ośrodek marynistyczny. Mystic bowiem to dawny prężny ośrodek szkutniczy, który w latach 1784-1919 opuściło ponad 600 jednostek.

Dziś to przede wszystkim uznane, narodowe museum morskie, z tzw. kategorii „living museums” - czyli muzeum, w którym można zobaczyć „na żywo” mieszkających i pracujących ludzi, tak jak robili to 2 wieki temu. W oryginalnych, XIX-wiecznych budynkach, sprowadzonych tu z okolic Nowej Anglii, turyści mogą podziwiać „w akcji” dawnych rzemieślników, np. snycerzy, szkutników itp. Małe uliczki, pełne dorożek, gawędziarzy i grajków w niczym nie przypominają tu XXI wieku. Dziś Mystic Seaport to przede wszystkim perfekcyjnie przygotowana atrakcja turystyczna, odwiedzana rocznie przez ponad 300 000 turystów. To nie tylko urokliwe miejsce, ale również prężny ośrodek kulturalny, w którym rocznie organizuje się kilkadziesiąt imprez różnego typu. Sea Music Festival jest niewątpliwie najważniejszą z nich i każdorazowo gromadzi ponad 5000 odbiorców. W tym roku wystąpiło w Mystic 18 solistów i zespołów, głównie z kontynentu amerykańskiego, m.in. Bob Webb, Geoff Kaufman, David Littlefield, Johnson Girls. Koncerty odbywały się przez trzy dni, w godzinach 11:00-17:00 w wielu punktach osady. Ciekawym pomysłem było podzielenie występów na wąskie wątki tematyczne, takie jak: pieśni o kobietach, pieśni o zbrodniach, pieśni humorystyczne itp. Niewątpliwie do najbardziej widowiskowych i popularnych należały wszystkie koncerty, w których pieśni morskie połączone były z prezentacją autentycznej pracy na pokładach żaglowców „Joseph Conrad”, „C.W. Morgan”, „L.A. Dunton”. Utrzymująca się stała temperatura 79 st. Fahrenheita, czyli 26 st. Celsjusza oraz wszechobecni uśmiechnięci ludzie w otoczeniu dorożek, XIX-wiecznych budynków i starych żaglowców sprawiały, że słuchanie szant w takiej atmosferze nabierało prawdziwego smaku. Szczególnie, gdy był on wspomagany szesnastoma uncjami złocistego napoju :-

 Sea Music Festival, 06.2008, Mystic Seaport (CT), USA

Komentarze

dodaj własny komentarz
  • Gasiu Lubliniec / Polska 5 czerwca 2013, 10:49
    czyżby GM wracał do "środowiska" czy to stary tekst?
    Czy ta wypowiedź okazała się pomocna? Tak Nie
    • BasiaW 5 czerwca 2013, 17:41
      Gasiu:
      czyżby GM wracał do "środowiska" czy to stary tekst?

      Niestety, jest to stary tekst z Szantymaniaka (nr 2(24)/2008), podpowiada to zarówno okładka przy wejściu na stronę, jak i ten artykuł z gazety na początku jako zdjęcie. Choć nigdzie nie zostało to oficjalnie napisane :)
      Czy ta wypowiedź okazała się pomocna? Tak Nie
      • Gasiu Lubliniec / Polska 5 czerwca 2013, 22:25
        BasiaW:

        Niestety, jest to (...)


        a szkoda, bo to wartościowa osoba, a i jako "szantymen" ciekawie brzmiał... :)
        Czy ta wypowiedź okazała się pomocna? Tak Nie
Zobacz więcej

Twoje konto

Newsletter

Zapisz się na cotygodniowy newsletter szantowy