Jak dobrze mieć... Sąsiadów!

Koncert inaugurujący 15-lecie zespołu Sąsiedzi
Relacje Magdalena Borucka 20 września 2016
Sąsiadów lat 15 Fot. Magdalena Emka Borucka / Emka fotografuje
Banany, Sąsiedzi, Sosnowiec i... pierogi. Dziwne zestawienie? Może i tak, ale to właśnie w tych kilku słowach można streścić jubileusz 15-lecia zespołu Sąsiedzi, który w niedzielę, 18 września odbył się w sosnowieckiej Muzie. Dla mnie jedno jest pewne - nie mogłam sobie wymarzyć lepszego towarzyskiego, ale przede wszystkim muzycznego powrotu z Mazur, z których gnaliśmy na koncert.

Nie ma nic lepszego na chorobę lądową niż lokalne szanty. I choć może wyolbrzymiam, bo przecież po tygodniu mazurzenia nie można mówić o poważnych szaleństwach błędnika, uznanie połączenia Banana Boat i zespołu Sąsiedzi za kojące duszę jest jak najbardziej na miejscu. Dlatego kiedy dotarłam do sosnowieckiej Muzy, zwabiły mnie od razu dźwięki próby Bananów. Paweł Konieczny śpiewa, że "Szara mgła się już podnosi", a ja w pamięci mam Dargin i świt sprzed kilku dni. Te słowa "Falowania", które znajdzie się na nowej płycie Banana Boat, pięknie wzmacniają wspomnienia, choć przecież między morzem, a jeziorem jest kolosalna różnica. Nie szkodzi.
15-lecie Sąsiadów wymaga szczególnej oprawy, więc i miejsce nie było przypadkowe. Okazała sala koncertowa "Muza" (dawne kino), chociaż w Sosnowcu ;), złączyła losy jubilatów i ich gości, których wspomnienia sprzed lat związane z tym miejscem są naprawdę bujne. Ale nie czas pisać o miejscu, a o muzycznych smakowitościach, którymi uraczyli nas wykonawcy.

Choć propozycje Bananów znam dobrze od lat, zachowanie na scenie chłopaków w żółtych spodniach za każdym razem budzi mój uśmiech. Maciek Jędrzejko kołyszący swój mikrofon, Paweł Jędrzejko w istnie wakacyjnej stylizacji (ten kapelusz, mrrah!), dokazujący Paweł Konieczny i prawdziwe szaleństwo z dzieciakami na scenie przy "Zęzie", za którą niezbyt przepadam, ale której towarzystwo spontanicznych reakcji milusińskich dodaje niezwykłego uroku. Epkę "Aquareal" Bananów męczę od jakiegoś czasu na Spotify, ze szczególnym naciskiem na nowości, których tak jestem spragniona. I na koncercie pragnienie to zostało zaspokojone za sprawą wizji nagich pań (a może wersja dla płci przeciwnej?) w "Tobago" i morsko-życiowych impresji wspomnianego już wyżej "Falowania". Wisienką na jubileuszowym torcie było jedno z moich ulubionych "Only you" dedykowane oczywiście świętującym piętnastolatkom.

Sąsiedzi obdarowani opasłym tomiszczem, z zapewne treściwym wnętrzem ;), promienieli radością. Dobrze było widzieć ich rozluźnionych, podrygujących i śpiewających razem z obdarowującymi. Już to było dobrą wróżbą na kolejną część koncertu, która odbyła się po krótkiej przerwie.

Z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że to najlepszy koncert Sąsiadów, na jakim kiedykolwiek byłam. To prawda, że atmosfera na scenie potrafi czynić cuda. Klimat Sąsiadów lubię ze względu na ich różnorodność, pozwalającą na przeżywanie całej ferii emocji. Jak tu zaprzeczyć przekonaniu, że muzyka jest świetnym ich nośnikiem, kiedy wiedzeni subtelnymi, refleksyjnymi dźwiękami przechodzimy do pełni radości podczas skocznych melodii, by chwilę później wsłuchiwać się w życiowe teksty z morzem w tle i zadumać się trochę? Jubilaci czerpali prawdziwą radość z bycia na scenie tego wieczoru. Grywając za wieloma granicami, w Bretanii czy USA, po raz kolejny pokazali klasę przed rodzimą publicznością, złożoną ze swoich przyjaciół, bo - jak na urodziny przystało - w świętowaniu towarzyszyła Sąsiadom prawdziwa szantowa rodzina z różnych stron Polski. Dobrze było widzieć Was takich radosnych, odprężonych, dzielących się muzyką prosto z serca i to w komplecie, bo przy udziale nieocenionego Jakuba Owczarka. Te dobre fluidy udzielały się i nam pod sceną, a miejsce do tańczenia kusiło. Szkoda, że tak niewielu dorosłych wtórowało tańczącym na scenie Kamilowi i Markowi, w przeciwieństwie do dzieciaków, które pod koniec koncertu wręcz szalały, opanowując całkowicie scenę za plecami muzyków. Naturalnie, rodzinnie i... po sąsiedzku, zwłaszcza, że przy wyjściu, po koncercie, jubilaci częstowali nas domowymi pierogami!

Cudowny wieczór, w cudownym towarzystwie mojego mazurskiego anioła stróża, Mateusza oraz Kasi i Szymona trwał jeszcze długo po koncercie, bo choć ten zakończył się moją ulubioną Sąsiadową "Kołysanką", wspomnienia rejsowe nie pozwoliły nam za szybko zasnąć.

A Wy, Sąsiedzi? Bądźcie nam muzycznie i towarzysko. Bo takich Was poznałam, wciąż poznaję i bardzo chciałabym, byście wciąż nie pozwalali nam zapomnieć o folku celtyckim i szancie z lokalnymi, śląskimi akcentami. Sto lat!

Komentarze

dodaj własny komentarz
Jeszcze nie skomentowano tego artykułu.

Twoje konto

Newsletter

Zapisz się na cotygodniowy newsletter szantowy