Znów płyną do Szczecina

Ta dyskusja dotyczy artykułu "Znów płyną do Szczecina".
Wypowiedz się
  • 3 z 3 osób uznało tę wypowiedź za pomocną
    Jurek O. 4 listopada 2012, 22:51
    Kamilu - pominąłeś w wyliczeniach Cztery Refy, które wystąpiły w czasie tej edycji, w której pojawiły np. Malcziki, Formacja i inni. Wiem coś o tym - tak się składa - ale jeśli ktoś nie wierzy, to mam przed sobą wydaną w 2010 roku płytę "sail szczecin".
    I proszę - są!
    A żebym nie wyszedł na jedynie marudę - to uzupełniam:
    że nie można nie wspomnieć o kapitalnych realiach koncertowego szczecińskiego studia S1. I technika i ludzie, którzy ją obsługują (a właściwie na pierwszym miejscu właśnie o nich trzeba by...) - prima sort!
    A gdy jeszcze obejrzeliśmy (i podotykali - jak to North Wind) to, co mają w pozostałych studiach... ech, w końcu wyganiać nocą nas musieli, bo już było dawno po koncercie.
    Przebywanie i występowanie tam, to jak bajkowy sen dla muzyka, wycierającego zwykle "zwykłe" polskie estradki...
    Popatrzcie, poczytajcie: http://www.radioszczecin.pl/index.php?idp=178&idx=209
    Pozdrawiam.
    Czy ta wypowiedź okazała się pomocna? Tak Nie
  • 1 z 1 osób uznało tę wypowiedź za pomocną
    Kamil Piotrowski Bytom / Polska 5 listopada 2012, 17:06
    Naprawdę?!? Ojjjj to okropne niedopatrzenie z mej strony.
    Oczywiście na mojej liście, to pewnie i na płycie, Cztery Refy jak najbardziej są. Już się poprawiam! Przepraszam!

    Co do obsługi też wszystko się zgadza, gościnnie tam jak u mamy, sprzęt, po ostatnich "dokupach" - marzenie. Warto zagrać i warto być na widowni!
    Czy ta wypowiedź okazała się pomocna? Tak Nie
  • Gość 7 listopada 2012, 16:27
    North Wind... Nie słuchałem ich jeszcze w nowym składzie... Żałuję ale cóż - daleko z Bochni do Szczecina no i - nie można być wszędzie... Jacy są teraz? Kiedyś pewno się spotkamy na szlaku "mokrej piosenki". Pamiętam ich pierwszy krążek - było to w Krakowie, stał z nim Jacek. TO BYŁO TO!
    Drugi? Ot - pozaś wietnymi piesniami i piosenkami wspaniałe przerywniki, wspaniałe narracje... I ten odgłos morza. GŁOS MORZA... A to przecież nie tylko szum fal:-) Często, bardzo często własnie tego słucham. A trzeci? No cóż - jeszcze nie ma trzeciego ale mam nadzieję że będzie. Choćby na czworakach - będę na promocji tej płyty.
    Czy ta wypowiedź okazała się pomocna? Tak Nie
  • Gość 7 listopada 2012, 16:42
    Może jeszcze tylko to - ""zwykłe" polskie estradki..."... Tak - to nie sen - to realia tej polskiej rzeczywistości. I właśnie większość w niej się dzieje - na tych polskich estradkach. Bez wiekszej pompy, bez wspaniałego sprzętu, często przy byle jakim oświetleniu... Ale wydaje mi się że chyba tam najczęściej zawiązują się przyjaźnie, powstają pomysły. Chyba że na tych "estradkach" zespoły po prostu grają i śpiewają "estradkowo" - ot, odwalić swoje bo oni i tak sie ucieszą. Przecież tam nie ma "znawców", przecież tam chcą tylko nieśmiertelne "Hiszpańskie" i "Gdzie ta keja"... Dziś tu jutro tam - byle się kręciło. Byle jak - ale kręciło. (Swoją drogą nie widziałem jeszcze aby Cztery Refy czy "Północny Wiatr":-) byli BYLEJACY:-):-)
    Tak - to nie "apartamenty" Radia Szczecin... Stamtąd nie ma płyt. Ale może są jakieś inne wspomnienia? Takie ciepłe, ludzkie, bez blasku jupiterów?
    Bez urazy Jurku... Zapewne wiesz o czym myślę, jak myślę.

    Czy ta wypowiedź okazała się pomocna? Tak Nie
  • 1 z 1 osób uznało tę wypowiedź za pomocną
    Kamil Piotrowski Bytom / Polska 8 listopada 2012, 10:08
    Wiesz Dziadku czasami jak czytam twoje posty to... nie mogę nie odpowiedzieć.

    Ja rozumiem "estradki" jako sceny, na których brakuje mikrofonów, choć rider był wysłany, akustyk tak naprawdę jest fryzjerem a na naszym koncercie załapał fuchę, nie ma miejsca by graty zlożyć i skupić się przed koncertem, a jak już człowiek wyjdzie na scenę, po 90-minutowej próbie (dłuższej niż zakontraktowany koncert), z duszą na ramieniu czy "pan akustyk" czegoś nie zawali, to się okazuje, że na sali jest 10 osób, bo komuś było żal na plakaty.
    I uwierz mi Dziadku, że nawet wtedy, zmęczeni, źli, zawiedzeni, prawdziwi folkowcy dają z siebie wszystko, bo granie jest najfajniejszą sprawą na świecie :D a uznanie choćby dwóch słuchaczy, najlepszą nagrodą.

    Zespół, który obraża się na słuchaczy, bo akustyk do bani, bo scena za mała, bo plakatów na mieście nie było, bo mikrofon nie ten, długo nie pogra. Wystarczy popatrzeć ile zespołów na naszej scenie dotrwało 20-lecia.

    Dlatego jestem pod takim wrażeniem zespołu Carrantuohill. Ci panowie grali już wszędzie, mogliby legendy opowiadać jak to było, na pewno mieli t.zw. "momenty" a mimo to, od 25 lat stale razem, w NIE ZMIENIONYM składzie. Podziwiam, czoła chylę i życzę kolejnych 25, na pewno dadzą radę.
    Czy ta wypowiedź okazała się pomocna? Tak Nie
  • Gość 8 listopada 2012, 11:20
    Jak to nie możesz? Przecież odpowiedziałeś choć – nie musiałeś (przypomniał mi się „Znaczy Kapitan” :-) ).
    Komuś było żal na plakaty… Tak – to prawda. Może nie tyle żal co po prostu nie miał już na to kasy. Bywa i tak. Ale bywa i tak że przepiękne plakaty, wspaniale graficznie dopracowane SA tylko zwykłą ściemą i – nie dodają niczemu chwały poza plakatami.
    Jest tak że multum plakatów jest porozwieszane na małym odcinku – a potem pustka.
    A tu trafiłeś w sedna – i właśnie tego oczekiwałem:-)
    „I uwierz mi Dziadku, że nawet wtedy, zmęczeni, źli, zawiedzeni, prawdziwi folkowcy dają z siebie wszystko, bo granie jest najfajniejszą sprawą na świecie :-) a uznanie choćby dwóch słuchaczy, najlepszą nagrodą.”
    Brawo Kamil – od starego Dziadka Władka:-):-) Właśnie po tym widać wielkość MUZYKI i MUZYKÓW:-)
    Bywałem na koncertach gdzie właśnie przy tym braku słuchaczy muzycy wkładali w to co robią całe serce, całą duszę… Dlatego nieraz mnie śmieszy (no – może nie śmiesz ale…) mierzenie jakości koncertu ilością słuchaczy czy tez widzów (bo być a słuchać to zupełnie coś innego; jak sam piszesz może być nawet dwóch:-) ).
    I właśnie takiej nagrody bym życzył wszystkim którzy grają i śpiewają. Dla nas – i przecież dla siebie. I dla śpiewu. I dla muzyki. 
    Wisz – kiedyś byłem na koncercie gdzie znany zespół „obraził się” na akustyka. Dochodziło nawet do niezbyt przyjemnych słów padających ze sceny – głośnych… Ustawiali się długo – Az w końcu przyszła potężna burza i rozniosła wszystko.
    Nie był to zespół „szantowy” – ale i „szantowcy” tam grali.
    A my ledwie dobiegliśmy do auta – i powrót do Katowic był po prostu straszny… Oberwanie chmury, nie widać było drogi, poboczy – wszystko pływało. Ale przeżyliśmy:-)
    KRYWAŃ zaśpiewał chyba tylko dwie piosenki. Ludzi było sporo, piwa było sporo… I wszyscy czekali na GWIAZDĘ. Cóż – zabłysła wtedy zbytnią nonszalancją… a i jak dla mnie zwykłym – no, nie napiszę czym.
    A szkoda :-)
    A Carrantuohill i jego skład? Lubię ten zespół, wielokrotnie go słuchałem, znam się osobiście z muzykami - z jednymi lepiej, z drugimi mniej. Są świetni na scenie i poza nią:-) I tak jak Ty i zapewne wielu innych życzę im następnych jubileuszy:-)
    Ale czy tak do końca stałość składu decyduje o wielkości czy też jakości zespołu? Nie jestem o tym jednak przekonany, choć trudno mi czasem zaakceptować nowe składy…
    I dzielę to tak: co innego jak „wymuszają to okoliczności” losowe, niezależne czy też zwykłe poszukiwania „stabilizacji” a co innego jak jest to brak zwykłej jedności w zespole, kłótnie, tarcia, obrażanie się… A przecież tak bardzo często bywa – niestety.
    Ale dość tych wywodów stetryczałego dziadka:-) To wszystko to tylko moje odczucia które nie musza być takie same jak innych:-)
    Pozdrawki dla WSZYSTKICH – na tych estradach i estradkach:-)
    Czy ta wypowiedź okazała się pomocna? Tak Nie
  • 1 z 1 osób uznało tę wypowiedź za pomocną
    Kamil Piotrowski Bytom / Polska 9 listopada 2012, 1:09
    a płyty zostają u nas, bo nikt jakoś nie miał odwagi poplanować :(
    Czy ta wypowiedź okazała się pomocna? Tak Nie
Wypowiedz się

Twoje konto

Newsletter

Zapisz się na cotygodniowy newsletter szantowy