Na kilka par oczu

Ta dyskusja dotyczy artykułu "Na kilka par oczu".
Wypowiedz się
  • 2 z 2 osób uznało tę wypowiedź za pomocną
    eMka Tychy-Katowice-... / Polska 12 marca 2014, 13:07
    To teraz ja...
    To było moje drugie spotkanie z Shanties. Zachęcona zeszłorocznym nowym doświadczeniem, nie mogłam i w tym roku odpuścić, zwłaszcza, że koncerty zapowiadały się imponująco.

    Pozwolę sobie uzupełnić powyższe refleksje poshantiesowe o podsumowanie dwóch dziecięcych koncertów, o których nie wspomnieliście, a szkoda! Na piątkowy dopołudniowy koncert dla najmłodszych prowadzony przez naszych rzeszowskich przyjaciół z grupy Klang przybyły głównie zorganizowane grupy dzielnych przedszkolaków i młodszych uczniów. Nic dziwnego - dzień roboczy, więc trudno, by rodzice zrywali się z pracy, by w strojach piratów gnać z pociechami do "Rotundy" :) Koncert bardzo pogodny, lekki, bajeczny, nieco łobuzerski (dzięki zaczepkom Pawła Delikata), pełen dzieci na scenie i pod nią. O ile Kasia pisała o trudnościach w przechodzeniu po sali koncertowej w trakcie koncertów "dorosłych", nie widziała, jak to wyglądało na tych dziecięcych - nie sposób przecisnąć się przez szalejące szkraby przy "Hymnie Hignienicznym" czy ładowaniu statków z bananami. Uwagę wszystkich przykuła mała Antosia, która zaproszona na scenę dzielnie śpiewała kolejne piosenki Klangu, nie chcąc wypuścić mikrofonu z ręki.

    Sobotnim występem grupy "Zejman i Garkumpel" dla najmłodszych dowodził tradycyjnie już Neptun Król, w którego po raz kolejny z powodzeniem wcielał się znany tu i ówdzie Tomek "Emeryt" Lenard. Neptunowy karnawał rozpoczęliśmy przy dźwiękach... Samby de Janeiro grupy Bellini. Nie spodziewałam się takiego początku, ale pierwotna konsternacja ustąpiła, bowiem ten energetyk na samym początku dał niezłego "kopa" do dalszej zabawy. Serpentyny i konfetti wkrótce ustąpiły miejsca znanym przebojom z dziecięcego repertuaru Zejmanów, nie zabrakło także nowości. Były "Przyśpiewki afrykańskie" znane już także dorosłym widzom z ubiegłorocznych koncertów, był mój ulubiony "Taniec lisa, wilka i zająca" (z niestety kiepsko nagłośnioną nyckelharpą Zbyszka Murawskiego, na którą najbardziej czekałam...) czy "Dla mnie bomba" z tradycyjnie już podbijaną przez publiczność piłką plażową w tle. Shantiesowy koncert Zejmanów był połączony z premierą najnowszej płyty zespołu - "Kapela Neptunowa". Stąd pojawiło się w nim tyle nowości, które dzieciaki szybko "łapały", by już po chwili śpiewać razem z Gospodarzami o szyciu żagli czy balu neptunowym. Gorące jeszcze egzemplarze płyty rozchodziły się po koncercie jak ciepłe bułeczki, a muzycy wdzięcznie pozowali z najmłodszymi do zdjęć. Nie ukrywam, że sama świetnie bawiłam się na tym koncercie :)

    Tyle w temacie koncertów dziecięcych, a co dalej...

    Myślę, że w moim subiektywizmie mimo wszystko jest sporo obiektywizmu, bowiem koncerty, na które w szczególności chcę zwrócić uwagę to zauważone przez Was powyżej piątkowy jubileusz Jurka Porębskiego oraz sobotni koncert dziecięcy w wykonaniu Mirka Kovala Kowalewskiego z zespołem, z najlepszą moim zdaniem na tegorocznym festiwalu "Tawerną pod Starym Zawiasem" Męskiego Chóru Szantowego "Zawisza Czarny".

    Nie wdając się w szczegóły, o których Kamil, Kasia i Jarek wspominali w artykule, chcę zwrócić uwagę na atmosferę podczas jubileuszu Porębuni - jubilat siedzący z boku przy płonącym ogniu (ze względów bezpieczeństwa ognisko nieco oszukane, ale prawdziwie harcerskie :)) i przyglądający się światu, z pogodnym obliczem sącząc drinka. Było bardzo sentymentalnie, spokojnie, swojsko - jak na urodzinach kogoś bliskiego. Formacja z Waldkiem Mieczkowskim i Jackiem Ronkiewiczem (skrzypce) to coś, o czym już wspomniano, ale czego dawno nie słyszałam. W repertuarze pojawiło się także nowe, bardzo udane, liryczne "Popłyń ze mną w świat" (jak mniemam to mój roboczy tytuł, bo kompozycja świeża).
    Old Metropolitan Jazz Band przeniósł nas do Nowego Orleanu, nie zapominając zabrać wspomnianych przez Kasię "Czterych piwek". Smaczku zespołowi dodawała figlarna Ela Kulpa, która - jak wspomniał jeden z członków zespołu, nie tylko śpiewała, ale także wyglądała. W pamięć zapadło mi także przejęcie Maćka Jędrzejki śpiewająco pytającego po śląsku "Kaj ta keja?" samodzielnie akompaniując sobie na gitarze.

    A "Tawerna pod Starym Zawiasem"? Dodam tylko, że prócz feerii barw i głosów, ciekawym smaczkiem dla mnie był Męski Chór Szantowy "Zawisza Czarny" okraszony instrumentarium - prócz klasycznego muszę wyróżnić tu harmonijkę ustną, tarkę i puszkę po orzeszkach :) Nie bez powodu tak Jacek Jakubowski, jak cały Chór doczekał się Shantiesowych nagród - koncert przygotowano z najwyższą starannością, nie pozbawiając występu lekkości i frywolności.
    Dziwi mnie, że pominęliście tak smakowitą premierę w wykonaniu Chóru - to właśnie na deskach "Rotundy" po raz pierwszy zabrzmiały tradycyjne "Spanish Ladies" w wykonaniu tych 40gardeł z Wojtkiem "Sępem" Dudzińskim w roli szantymena. Poważny błąd! :)

    Tyle ode mnie, okiem jak widać nie tylko fotograficznym, choć tym także: http://www.borucka.tychy.pl/slowem/koncerty/shanties-2014/
    Whenever it is a damp, drizzly November (or any other month) in my soul; (...) then, I account it high time to get to sea as soon as I can :-)
    Czy ta wypowiedź okazała się pomocna? Tak Nie
    • figa 2 kwietnia 2014, 9:59
      eMka:
      To teraz ja...
      Dziwi mnie, że pominęliście tak smakowitą premierę w wykonaniu Chóru


      Cóż, nie zawsze się da być, gdzie się chce być :) ale odrobilam zadanie przepatrując wszystkie filmiki na YT :)
      Czy ta wypowiedź okazała się pomocna? Tak Nie
  • eMka Tychy-Katowice-... / Polska 6 kwietnia 2014, 10:33
    Ja bardziej SKOŚnie :)
    Whenever it is a damp, drizzly November (or any other month) in my soul; (...) then, I account it high time to get to sea as soon as I can :-)
    Czy ta wypowiedź okazała się pomocna? Tak Nie
Wypowiedz się

Twoje konto

Newsletter

Zapisz się na cotygodniowy newsletter szantowy