Bananowy Grand

15 Port Pieśni Pracy
Relacje Kamil Piotrowski 27 stycznia 2014
15 Port Pieśni Pracy Fot. Kamil Piotrowski
Za nami już 15, zimowa edycja festiwalu Port Pieśni Pracy. Festiwal, w tym roku wkroczył w nowe obszary swej działalności, rozszerzając program, oferując widzom wiele nowości, głównie w kwestii organizacyjnej, ale i na scenie powiało nowinami. W Tychach przyznano dwa nowe Dzwony, odbył się konkurs, obchodzono jubileusz, była premiera płyty i były też pożegnania. Ot i festiwal.

W tym roku, w Tychach, działo się wiele. Niestety wyjątkowo nie mogłem uczestniczyć we wszystkich wydarzeniach, gdyż sam byłem ich częścią, występując z Sąsiadami aż w trzech koncertach. Czego nie obejrzałem, to dopytałem. I tak.

Jubileusz 10-lecia obchodziła grupa Drake (nie było mi dane uczestniczyć), m.in. wspólnym koncertem z Ryczącymi Dwudziestkami. Wtedy też premierę płytową miała Atlantyda (płyta „Ulubione”), a w składzie Pereł i Łotrów pojawił się ich dawny towarzysz - Wojtek Paluszkiewicz. Nowe wcielenie (które to już?) podczas festiwalu zaprezentowała tyska grupa Leje na Pokład, z niezmordowanymi Jankiem Cofałą i Sewerynem Erlingiem na czele i - uwaga - m.in. Michałem „Borysem” Palką. Ten ostatni był bardzo zapracowany na PPP, obok Lejków występował jeszcze z Trzecią Miłością no i gospodarzami - zespołem Perły i Łotry.

Sąsiedzi żegnali Kubę Owczarka, który ogłosił zakończenie występów. Żegnaliśmy też warszawski zespół Mordewind, który zagra za moment w stolicy swój ostatni koncert, a Port Pieśni Pracy żegnał się chyba z dawną formułą organizacyjną - jeden dzień, jeden koncert. Wbrew obawom, na żadnym z koncertów nie zanotowano zjawiska „świecenia pustkami”, a sala na koncercie finałowym wypełniona była jak zawsze po brzegi (i to po tylu wcześniejszych koncertach).

Wśród żeglarskich bardów pojawiła się z koncertem Marta Śliwa - cieszy, że coraz więcej festiwali ją zaprasza, bo to nietuzinkowa postać młodego pokolenia. Ciekawie wypadł też duet - Arek „Kosmos” Wąsik i Wojtek Domino (niestety musiałem wyjechać, więc całości programu nie zaliczyłem). W koncercie klasycznym dużo „młodzieży” i niespodzianek - Happy Crew z „beatboxem”, ale bez Magdy Wcisło, Indygo z przepiękną balladą „Walhalla - Pieśń Walkirii”, ale bez Sylwii Grochowskiej i Anety Daszkowskiej. Z innych eksperymentów czy niespodzianek wymienić należy pojawienie się „na dłuższą chwilę” Adriana Poznachowskiego, który jak za dawnych lat wystąpił z Sąsiadami (Palisander i klasyczny) czy Trzecią Miłość z banjo w składzie, na którym to dograł Piotrek Bułas z Atlantydy (sobotni koncert, jak to nazwano, taneczny).

Bez zmian za to u North Wind - tradycyjnie z mocnym bretońskim akcentem, Brasów, którzy coraz bardziej ciążą w stronę angielskiego folku, Marka Szurawskiego - dalej mistrza zarówno szant jak i żeglarskich piosenek. To były naprawdę mocne, "tradycyjne" (mniej lub bardziej) punkty festiwalu. Moc w głosie wciąż obecna u Grzegorza „GooRoo” Tyszkiewicza. Duet Andrzej Korycki i Dominika Żukowska nadal na fali wznoszącej, podobnie jak gospodarze - Perły i Łotry i kolejna niespodzianka festiwalu (trochę wymuszona przez los) - grupa Pod Wiatr, która w ostatniej chwili zastąpiła w programie zespół Anker (zwycięzcę konkursu PPP 2013). I znów, tak jak w przypadku Marty, cieszyć się należy, że coraz częściej pojawiają się na imprezach żeglarskich.

Konkurs, przeniesiony w tym roku na niedzielę, odbył się w bardzo skromnym składzie (bywało gorzej), ale w mocnej obsadzie. Nie ilość, a jakość była wizytówką konkursu - jak podkreślało w werdykcie Jury. Nic dziwnego, bo wszyscy wykonawcy to sprawdzeni już i otrzaskani na scenach (nie tylko konkursowych) muzycy. „Wyrok” nie był taki łatwy do ustalenia, ale ostatecznie padło:

  • Duży Dzwon PPP dla Igi Band z Łańcuta i okolic (to dawna ekipa Morże Być)
  • Średni Dzwon PPP otrzymali Old Marinners ze Skarżyska-Kamiennej (ich festiwal SzantySkar już 12 kwietnia). 
  • Mały Dzwon PPP - dla warszawskiego Z Dala od Zgiełku

Publiczność po raz pierwszy Dzwoneczkiem PPP obdarowała jubilatów - Drake (to ci prezent!).

Grand Prix - Wielki Dzwon PPP, wręczany też po raz pierwszy w historii festiwalu, jury przyznało grupie Banana Boat.

Ich sobotni koncert, podobnie jak ten podczas ubiegłorocznych The Tall Ship‘ Races w Szczecinie, to był majstersztyk pod każdym względem - brzmienia, przedstawienia, scenicznej choreografii, ogólnej koncepcji występu czy wreszcie kontaktu z publicznością i pokazania siebie jako zespołu. To był naprawdę bardzo udany rok Bananów i myślę, że to Grand Prix to dobre podsumowanie minionych 12 miesięcy. Do przysłowiowej kropki nad „i” brakuje mi już tylko ich nowej płyty.

Od kilku lat, obok dobrej organizacji, ciekawych artystów, PPP jest też jednym z najlepiej oświetlonych festiwali - co ma niebagatelne znaczenie, bo wszak człek tak skonstruowany, że chłonie przedstawienie całym sobą, a i materiały zarówno foto jak i wideo mają wtedy swój niepowtarzalny klimat (jak się ominie ten czerwony albo niebieski nadmiar).

Nagłośnienie profesjonalne, panowie przygotowani, miałem jednak nieodparte wrażenie, że gdyby trochę spuścić decybeli na przodach, na większości z koncertów, widowisko na pewno by nie ucierpiało (jak się okazało później, jednak by ucierpiało - szczegóły poniżej w komentarzach).

Całościowo Port Pieśni Pracy znów o krok do przodu. Czy przyjmie się nowa formuła organizacyjna, czy Grand Prix PPP będzie nagrodą lokalną czy nabierze prestiżu i znaczenia, czy Nagroda Publiczności będzie tak ceniona jak np. ta na łódzkim Kubryku? Czas pokaże.

Ze swej strony wszystkim zaangażowanym w to przedsięwzięcie - dziękuję.

 

Port Pieśni Pracy, 24-26.01.2014, Tychy
Portal Szanty24.pl był patronem medialnym wydarzenia

Kup przez internet

Komentarze

dodaj własny komentarz
  • Kamil Piotrowski Bytom / Polska 28 stycznia 2014, 21:13
    Odespałem wreszcie, przeczytałem i poprawek parę dokonałem. Nie na wszystkich koncertach byłem, więc parę grup mi umknęło. Trochę też "skrótów myślowych" użyłem - mam nadzieję, że teraz lepiej, pełniej i klarowniej.
    Czy ta wypowiedź okazała się pomocna? Tak Nie
  • Kamil Piotrowski Bytom / Polska 28 stycznia 2014, 21:29
    Po mojej uwadze a propos głośności koncertu, napisał do mnie Mariusz Waniczek, który realizował koncert na specjalne życzenie organizatorów (cały festiwal nagłaśniała inna firma, bo firma "Waniczek" zaprzestała działalności. Mariusz kontynuuje dzieło swego taty, ale już nie tak kompleksowo, bardziej jako "wolny strzelec").

    To Mariusz właśnie "ustawiał t.zw. przody", a więc dbał o to, by widzowie mieli jak najlepsze warunki odsłuchowe na PPP. Oto jego wyjaśnienia co do mojej sugestii:

    „Sprawa głośności przodów jest sprawą bardzo subiektywną. Zależy od bardzo wielu aspektów. W przypadku szant priorytetem dla mnie zawsze będzie czytelność i zrozumiałość głosu. Niestety nie da się zagrać na tyle cicho, aby czytelny głos dobiegał nawet na koniec sali, gdzie niestety w tym roku odbywało się dużo rozmów, co powodowało automatyczne zakłócanie odbioru koncertu słuchaczom w ostatnich miejscach.“

    - Hehe, wiem coś o tym, sam musiałem uciszać co niektórych, nawet jedną z gwiazd PPP

    „Druga sprawa, to kwestia zespołów, które grają głośno na scenie (czyli zespołu z perkusjami i innymi sprzętami "elektrycznymi"). Tutaj pojawia się konieczność „zagrania“ na tyle głośno aby... wydobyć wokal. Zdziwi się Pan ile hałasu generuje już sama scena, a ja muszę „zagrać“ głośniej od niej, aby w ogóle nagłośnienie miało sens i słuchacz słyszał np.: wspomniany wcześniej wokal, nie mówiąc o instrumentach jak gitary akustyczne przy akompaniamencie gitar elektrycznych, które są z wiadomych przyczyn dużo głośniejsze ;)"

    No i wyszło na to, że jednak przedstawienie by ucierpiało, gdyby "zdjąć trochę przodów". Dziękuję bardzo za wyjaśnienia. Rzeczywiście pod względem selektywności, słychać było idealnie, nie zdawałem sobie tylko sprawy z tego jakim to kosztem.
    Potwierdza się zatem rada, że najlepiej na koncertach znaleźć się blisko akustyka.
    Czy ta wypowiedź okazała się pomocna? Tak Nie
  • eMka Tychy-Katowice-... / Polska 3 lutego 2014, 10:05
    Była mowa o nagłośnieniu, więc ja o tej drugiej kluczowej kwestii - oświetleniu. Jak podkreślałam w kilku już miejscach, i dla mnie PPP to jeden z nielicznych tak dobrze oświetlanych festiwali. Patrząc okiem widza i obiektywu to dowód na to, jak można czarować światłem, które nie ogranicza się do czerwieni, niebieskości i fioletów. Odwaga kolorów, które dobrze podkreślają, miast przeszkadzać. Chwała Muzykowi!
    Whenever it is a damp, drizzly November (or any other month) in my soul; (...) then, I account it high time to get to sea as soon as I can :-)
    Czy ta wypowiedź okazała się pomocna? Tak Nie
Zobacz więcej

Jesteś tutaj:

Twoje konto

Newsletter

Zapisz się na cotygodniowy newsletter szantowy